sobota, 19 kwietnia 2014

Kajra - ładne jaja (bez podtekstów proszę)

Obudził mnie wrzask i to z gatunku tych mogących obudzić umarlaków na cmentarzu oddalonym o kilometr. Obrazek, który ujrzały moje szeroko otwarte, acz zaspane jeszcze, oczy był co najmniej.... debilny to chyba dobre słowo. Will stał w samych bokserkach z głupim uśmieszkiem i z wypiekami na twarzy, a moja matka w drzwiach łypała na niego takim wzrokiem jakby chciała go poszatkować na plastry.
- Willlll...! - warknęłam i rzuciłam mu koc. - Schowaj, że ten tyłek. 
- Co tu się...? - wyjąkała moja matka przenosząc wzrok na mnie.
- Nic - burknęłam. - Ile razy prosiłam, żebyś pukała? Porozmawiamy później - rzuciłam i owinięta kołdrą wstałam, by zamknąć drzwi.
Westchnęłam ciężko opierając się o drzwi. 
- No gratulacja, awansowałeś - powiedziałam do Will'a, który pospiesznie zaczął kompletować garderobę. 
- To znaczy? - spytał z obawą.
- Teraz jesteś nie tylko złym kolesiem, ale na dodatek zbokiem - zaśmiałam się, ale o dziwo nie wrednie. 
Faro jęknął ze zbolałą miną.
- Oj nie przeżywaj już tak - zaczęłam się ubierać.
Wyprowadziłam Will'a, który chciał chyba schować się pod ziemię. Gdy przechodziliśmy koło kuchni moja matka łypała na niego gniewnie, w dłoni trzymała nóż. Ptaszyna zrobił się blady, biedactwo. Zamknęłam za nim drzwi i wróciłam do kuchni. No to czekała mnie nieprzyjemna rozmowa.
- Kto to był?! - zapytała moja matka wymachując ostrzem.
- Will - powiedziałam po prostu.
- Co za Will? Skąd on jest? Kto to jest? Czy wy? - sztandarowy nawał pytań.
- To mój znajomy, że się tak wyrażę. Tak, spaliśmy ze sobą. Nie, nie jest moim facetem, czy co tam. A teraz proszę po raz tysięczny. Przestań się wtrącać w moje sprawy. A teraz wybacz, ale jadę do siebie - wstałam, by wyjść.
- Kaji, ja się po prostu martwię o ciebie - powiedziała moja matka żałośnie.
- Wiem mamo - westchnęła. - Ale ja naprawdę świetnie sobie daję radę.
- Chciałabym, żebyś... Żebyś ułożyła sobie życie, znalazła kogoś...
- Mamo, proszę. Może kiedyś znajdę sobie kogoś odpowiedniego, a na razie... Pozwól mi po prostu żyć tak, jak ja tego chcę.
Wyszłam i wsiadłam do samochodu. Niespiesznie pojechałam do swojego mieszkania. Niby miałam swoje lokum, a i tak przez większość czasu mieszkałam w domu rodziców.
Kiedy weszłam do środka przywitała mnie rozkoszna cisza. Właśnie dlatego lubiłam to miejsce. Nikt tu nic nie mówił, a ja miałam spokój w umyśle.
Wzięłam prysznic i przebrałam się w czyste ubrania. Powoli zrobiłam też sobie śniadanie. Szczerze to zastanawiałam się jak to teraz będzie z Will'em. Niby nic takiego się nie stało. W końcu tylko się ze sobą przespaliśmy, nic wielkiego. Tylko, że... no i właśnie nie bardzo umiałam to nazwać. No nic. Co będzie to będzie.
Spojrzałam na zegarek. Było już późnawo, ale ja miałam robotę zacząć dopiero wieczorem, no chyba, że dostanę kolejny "pilny telefon". Usiadłam więc na kanapie, puściłam muzykę i wzięłam do ręki zaczętą wcześniej książkę.

<Will, a Ty co porabiasz? Zdążyłeś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz