wtorek, 6 maja 2014

Kajra - Tak. Tak, wiem jak to wygląda...

Will był nieźle wkurwiony. Najwidoczniej nie w smaczek mu było, że ktoś go przyłapał na harcach.
- Do zobaczenia Kajra. - usłyszałam, po czym Faro, nie czekając na odpowiedź, odjechał na pełnym gazie.
- Czyli nasz Will'y chwalił ci się, że go ktoś wreszcie rozprawiczył? - zapytałam z uśmiechem, którego kobra by się nie powstydziła. 
- Nie. Ale nie trudno się było domyślić, że zaliczył - Red wyszczerzył się.
- Mhm.... Dobra, dalej już sobie poradzę - wyprostowałam się i chciałam wsiąść od strony kierowcy. Rai powstrzymał mnie jednak.
- Odwiozę cię lepiej. Po moją maszynę kogoś przyślę - stwierdził i zanim zdążyłam zaprotestować otworzył już dla mnie drzwi od strony pasażera.
- Nie jestem, do cholery kaleką, żeby potrzebować szofera - burknęłam. Mimo to wsiadłam, co Red skwitował radosnym uśmiechem. Byłam zmęczona, obolała i na dodatek głodna, więc miałam średnio siłę się kłócić.
- To co, do bazy? - zapytał ruszając.
- Nie. Do mojego mieszkania. Też muszę odpocząć.
- Się robi - Red wcisną pedał gazu i pruliśmy szybko do mojego mieszkanka. 
Zagryzłam zęby, kiedy przyszło mi wysiadać z samochodu, bo obite biodro bolało jak cholera, żebra z reszta podobnie. Chyba ciut mocniej oberwałam niż mi się początkowo zdawało. Trudno się mówi. Bywało ze mną gorzej.
Poczułam się odrobinę lepiej, gdy tylko przekroczyłam próg swojego mieszkania. Spokój, cisza...
Red syknął i potarł bark.
- A tobie co? - spytałam.
- Nic takiego.
- Pokaż - rozkazałam. - Jak mi się tu przekręcisz i znajdą twoje zwłoki, to znowu zostanę oskarżona o morderstwo.
- Znowu...? - zapytał i usiadł na kanapie.
- Tak się jakoś złożyło... - mruknęłam. - Z resztą czy ja ci wyglądam na kogoś, kto mógłby popełnić morderstwo?... Lepiej nie odpowiadaj - zaśmiałam się.
Rai zdjął kurtkę i koszulkę. Okazało się, że jakiś potworek drapnął go czy też użarł, trudno było stwierdzić, a rana krwawiła. Niby nie była głęboka, ale nadal groźna.
- Kretyn - warknęłam na niego. - To jest to twoje nic? Gorzej z wami jak z dziećmi. Poczekaj tu - nakazałam, a sama przeszłam po apteczkę. Przy okazji zdjęłam osmalone wdzianko i rzuciłam je w kąt. Zostałam tylko w obcisłych leginsach i koszulce na ramiączkach.
Wzięłam apteczkę i wróciłam do siedzącego cierpliwie chłopaka. 
- Mrau - powiedział gdy mnie zobaczył.
- Wiesz Red, masz całkiem ładne oczy. Jak by się tak zastanowić, to ładniutkie by z nich były kolczyki - syknęłam. - I je sobie zrobię jak nie przestaniesz się gapić.
- Dobra, dobra. Rączki ma tutaj - pokazał mi uniesione dłonie. 
Rai syknął.
- Nie mam pojęcia jak to jest. Jak tak, to tacy z was twardziele, a ledwo was dotknąć, a zwijacie się z bólu - skwitowałam przemywając ranę i zakładając opatrunek. 
Szczerze to przez te lata pracy w Hunters stałam się lepszą pielęgniarką niż wiele w szpitalach. Robienie zastrzyków, opatrywanie ran, a nawet zszywanie ludzi szło mi nader sprawnie. Zdarzało mi się też wyjmować kule i inne ciała obce. Bomba... 
- Dobra. Ja idę wziąć prysznic. Ostrzegam, jak wleziesz do łazienki, to otworzę ogień od razu - powiedziałam i to całkiem serio. - A ty się rozgość. 
Red uśmiechnął się ślicznie do mnie.
- "Rozgość", nie "rozbierz". To różnica - dodałam.
- Kaji... - zaczął i wstał.
- Nie... - uprzedziłam go zanim zdążył powiedzieć coś więcej.
- Dlaczego? Przecież wiesz, że....
- Red. Przestań, proszę. Lubię cię, ale to wszystko.
Mężczyzna spojrzał na mnie smutno. 
- Szkoda... - powiedział.
Wstałam i poszłam do łazienki. 
Ciekawe co teraz robi Will - zastanawiałam się. - Pewnie śpi. Ciekawe czy śpi nago czy jednak ma pidżamkę w dinusie. Ciekawe czy miał wyrzuty sumienia po tym co się między nami stało. W końcu był nieźle wściekły gdy Red zagadnął o jego "laluni". Will i ten jego, wkurwiający nadmiar moralności. 
Ledwie wyszłam spod prysznica, a rozległo się pukanie do drzwi. Szybko założyłam na siebie bieliznę i jakąś przydługą koszulkę, spodnie mi się gdzieś zapodziały, cholera. 
- Już! - warknęłam i ruszyłam do drzwi.
Otworzyłam i stanęłam jak wryta. Na progu stał Will. 
- Chcesz może drinka? - zapytał Red wychylając się z kuchni, najwidoczniej przypuścił szturm na barek.
Nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać. Ja, jakby nie patrzeć niezbyt kompletnie ubrana i mokra, Red bez koszuli i z alkoholem w dłoni, no i Will na progu. Jeszcze mojej histeryzującej matki mi tu brakowało i apokalipsa pierwsza klasa.

<Will?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz