Wstałem z łóżka dopiero po jakimś czasie. Miałem ogromną ochotę się czegoś napić, ale niestety nie miałem niczego w zasięgu ręki. Rozejrzałem się po pokoju i zarejestrowałem dziwny kształt leżący na kanapie w samym rogu pomieszczenia. Uśmiechnąłem się. Powinna leżeć na oddziale medyczny, a nie tutaj. Podszedłem do niej i odgarnąłem jej włosy z twarzy. Zmarszczyłem brwi. Dlaczego myślałem, że to Kajra? I dlaczego byłem zawiedziony, że to nie ona?
- Co jest? - spytała Kiwi otwierając sennie oczy.
- Nic. Ja... Ja myślałem, że...
- Że to Kajra? - spytała, a ja westchnąłem. Czy naprawdę tak łatwo mnie rozgryźć? Ari podniosła się i usiadła, a ja klapnąłem obok niej.
- W porządku. Ja też wolałabym zobaczyć kogoś innego. - powiedziała zaczynając bawić się palcami.
- Co się stało? Chodzi o Red'a?
- To nic, po prostu... Pomyślałam, że jednak może coś do mnie czuje. Tylko, że on nadal ugania się za Kajrą! Co ona ma takiego, czego ja nie mam!? - zaczęła wymachiwać rękami, a na końcu z wściekłości rzuciła poduszką, która akurat niefortunnie znalazła się pod jej ręką. Najbardziej jednak ucierpiał na tym wazon, który po zderzeniu z poduchą rozbił się w drobny mak.
- Ajj... - jęknałem. - Spoko i tak go nie lubiłem. A jeśli chodzi o to co ma Kajra to...
- Oj zamknij się! - walnęła mnie z całej siły w ramię, ale mimo wszystko zaśmiała się.
- To bolało! - krzyknąłem, a po chwili oboje pokładaliśmy się ze śmiechu. Właśnie za to uwielbiałem Kiwi. Potrafiła się śmiać w każdym momencie. I nie był to wymuszony czy sztuczny śmiech. Najczystszy i najszczerszy śmiech jaki można usłyszeć.
- No więc, co się dzieję miedzy tobą, a Kajrą? - spytała opierając swoją głowę na moim ramieniu. Nie czuliśmy się w swoim towarzystwie nieswojo, nigdy. Nie ważne jak bardzo złe i nikczemne rzeczy byśmy zrobili i tak bylibyśmy przyjaciółmi.
- Za pierwszym razem to był wypadek. Czyste pożądanie nic więcej. Chyba oboje myśleliśmy, że to tylko chwilowe i po jednym razie minie. Nic bardziej mylnego... Nie wiem jak było z Kajrą, ale ja chciałem więcej. I bardzo możliwe, że to już nie jest tylko pożądanie. - oparłem głowę na oparciu kanapy. Wszystko było tak bardzo pojebane. Właśnie dlatego nie chciałem się zakochiwać.
- Dlaczego z nią nie pogadasz? Mi mówiłeś, żebym wyznała swoje uczucia i to zrobiłam.
- Poszedłem do niej wczoraj właśnie z takim zamiarem. Skończyło się na kanapie, jak możesz się domyślać. - westchnąłem. Nagle poczułem niesamowitą ochotę na seks. - Teraz myślę, że mogłem się mylić.
- Ale z ciebie hipokryta... - odburknęła udając obrażoną. Uśmiechnąłem się delikatnie i zacząłem ją łaskotać. Dziewczyna zaczęła się głośno chichrać, po czym wstała, żeby jakoś ode mnie uciec. Zacząłem ją gonić po całym pokoju, a jak tylko ją złapałem nie miałem litości.
- Dobra! Dobra! Przestań! - sapnęła zmęczona. - Przepraszam...
- Powiedz mi... Czy dobrze wyszłaś na tym, że powiedziałeś o swoich uczuciach? - Kiwi wyprostowała się, a potem wyciągnęła ręce do tyłu, żeby się rozciągnąć.
- W sumie nic się nie zmieniło. Przez chwilę był dla mnie milszy, ale to było do czasu ponownego zobaczenia Kajry.
- Powinnaś rozumieć o co mi chodzi. Powiedzenie jej o moich uczuciach niczego nie rozwiąże. A jeśli Red by się o tym dowiedział, to nawet spowodowałoby to katastrofę... Nie chcę stracić takiego przyjaciela jak on, na rzecz czegoś co nawet nie wypali. - Ari spojrzała na mnie ze smutkiem, po czym podeszła i przytuliła mnie.
- Chyba musimy się czegoś napić, co? - powiedziała patrząc na mnie.
- O tym samym pomyślałem Kiwi. - uśmiechnęliśmy się do siebie. Kiwi puściła mnie i wybiegła z pokoju, mówiąc, że ma coś u siebie. Ja usiadłem na kanapie i czekałem, aż wróci, przy okazji zastanawiając się, co teraz robi Kajra i Red. Przez dosłownie ułamek sekundy wyobraziłem sobie jak uprawiają seks. Jęknąłem cicho i pokręciłem głową, żeby odpędzić nieprzyjemną myśl.
- Jestem! Mam whisky... zwykłe piwo, no i wódkę. - powiedziała Kiwi stojąc w drzwiach i trzymając w ręku szmacianą siatkę z alkohole w środku.
- Ja chcę wódkę. - powiedziałem i zajrzałem do szafki przy kanapie w poszukiwaniu kieliszków.
- To dobrze bo ja też. - usiadła obok mnie i zaczęła wyjmować wszystko na stół. Postawiłem dwa małej wielkości kieliszki na stole i od razu porwałem w ręce litrową butelkę trunku. Nalałem po same brzegi i chwyciłem jeden z kieliszków.
- Za przyjaźń Arideo. Bo to chyba najlepsze co mnie w życiu spotkało.
- Za przyjaźń. - powiedziała ja uśmiechnęła się.
- Polej mi jeszcze.
- Jeszcze!? Czego!? Przecież nic już nie ma! - zaśmiała się wyginając się do tyłu.
- Już!? Ale przed chwilą była cała butelka tego no... jak to się zwie. Whisky! - krzyknąłem, jednocześnie próbując sobie przypomnieć, co się działo przez ostatnie pół godziny. Moje starania jednak nie przyniosły mi żadnych efektów. W głowie miałem taką mgłę, że nie pamiętałem nawet swojego drugiego imienia. Zaraz. Czy ja mam drugie imię?
- Przecież dopiero co powiedziałeś, że nie będziesz tego pił! Jak chcesz ty wyliż z ziemi, bo zupełnie bez powodu rozbiłeś pełną butelkę o podłogę... - zrobiła smutną minę i spojrzała na podłogę, gdzie faktycznie rozlany był jakiś płyn.
- A no może i masz rację... Wiesz co. Tak sobie teraz myślę, że niepotrzebnie przejmowaliśmy się Kajrą i Red'em. Przecież nawet jeśli byliby razem, to co z tego!? Skoro oni mogą być razem, to my też, prawda!? - Kiwi spojrzała na mnie i zrobiła myślącą minę. Serio nie wiedziałem czy myśli, czy tylko tak udaję.
- Masz rację Faro! Powinniśmy uprawiać ostry seks i to TU I TERAZ! - Może i tylko żartowała, ale stwierdziłem, że nigdy nie całowałem się z Ari i nagle miałem na to niesamowitą ochotę. Można by powiedzieć, że się na siebie rzuciliśmy, od razu zaczynając namiętne pocałunki. Nawet o tym nie myślałem, po prostu miałem na to ochotę, to czemu nie? Zaczęliśmy zdejmować, a raczej rozdzierać z siebie ubrania, jakbyśmy nie mogli poczekać nawet chwili. No cóż, ja nie mogłem. W końcu wstaliśmy, i nadal się obmacując przenieśliśmy się na łóżku. Zanim do niego dotarliśmy już byliśmy nadzy, więc przynajmniej miałem ułatwione zadanie. Z chwilą jak w nią wszedłem, wszystko się urywa. Zupełnie jakby ktoś przestał kręcić dalej.
<Kajra? Przyjdź do nas Skarbie :3 Zróbmy trójkącik!>
- No więc, co się dzieję miedzy tobą, a Kajrą? - spytała opierając swoją głowę na moim ramieniu. Nie czuliśmy się w swoim towarzystwie nieswojo, nigdy. Nie ważne jak bardzo złe i nikczemne rzeczy byśmy zrobili i tak bylibyśmy przyjaciółmi.
- Za pierwszym razem to był wypadek. Czyste pożądanie nic więcej. Chyba oboje myśleliśmy, że to tylko chwilowe i po jednym razie minie. Nic bardziej mylnego... Nie wiem jak było z Kajrą, ale ja chciałem więcej. I bardzo możliwe, że to już nie jest tylko pożądanie. - oparłem głowę na oparciu kanapy. Wszystko było tak bardzo pojebane. Właśnie dlatego nie chciałem się zakochiwać.
- Dlaczego z nią nie pogadasz? Mi mówiłeś, żebym wyznała swoje uczucia i to zrobiłam.
- Poszedłem do niej wczoraj właśnie z takim zamiarem. Skończyło się na kanapie, jak możesz się domyślać. - westchnąłem. Nagle poczułem niesamowitą ochotę na seks. - Teraz myślę, że mogłem się mylić.
- Ale z ciebie hipokryta... - odburknęła udając obrażoną. Uśmiechnąłem się delikatnie i zacząłem ją łaskotać. Dziewczyna zaczęła się głośno chichrać, po czym wstała, żeby jakoś ode mnie uciec. Zacząłem ją gonić po całym pokoju, a jak tylko ją złapałem nie miałem litości.
- Dobra! Dobra! Przestań! - sapnęła zmęczona. - Przepraszam...
- Powiedz mi... Czy dobrze wyszłaś na tym, że powiedziałeś o swoich uczuciach? - Kiwi wyprostowała się, a potem wyciągnęła ręce do tyłu, żeby się rozciągnąć.
- W sumie nic się nie zmieniło. Przez chwilę był dla mnie milszy, ale to było do czasu ponownego zobaczenia Kajry.
- Powinnaś rozumieć o co mi chodzi. Powiedzenie jej o moich uczuciach niczego nie rozwiąże. A jeśli Red by się o tym dowiedział, to nawet spowodowałoby to katastrofę... Nie chcę stracić takiego przyjaciela jak on, na rzecz czegoś co nawet nie wypali. - Ari spojrzała na mnie ze smutkiem, po czym podeszła i przytuliła mnie.
- Chyba musimy się czegoś napić, co? - powiedziała patrząc na mnie.
- O tym samym pomyślałem Kiwi. - uśmiechnęliśmy się do siebie. Kiwi puściła mnie i wybiegła z pokoju, mówiąc, że ma coś u siebie. Ja usiadłem na kanapie i czekałem, aż wróci, przy okazji zastanawiając się, co teraz robi Kajra i Red. Przez dosłownie ułamek sekundy wyobraziłem sobie jak uprawiają seks. Jęknąłem cicho i pokręciłem głową, żeby odpędzić nieprzyjemną myśl.
- Jestem! Mam whisky... zwykłe piwo, no i wódkę. - powiedziała Kiwi stojąc w drzwiach i trzymając w ręku szmacianą siatkę z alkohole w środku.
- Ja chcę wódkę. - powiedziałem i zajrzałem do szafki przy kanapie w poszukiwaniu kieliszków.
- To dobrze bo ja też. - usiadła obok mnie i zaczęła wyjmować wszystko na stół. Postawiłem dwa małej wielkości kieliszki na stole i od razu porwałem w ręce litrową butelkę trunku. Nalałem po same brzegi i chwyciłem jeden z kieliszków.
- Za przyjaźń Arideo. Bo to chyba najlepsze co mnie w życiu spotkało.
- Za przyjaźń. - powiedziała ja uśmiechnęła się.
- Polej mi jeszcze.
- Jeszcze!? Czego!? Przecież nic już nie ma! - zaśmiała się wyginając się do tyłu.
- Już!? Ale przed chwilą była cała butelka tego no... jak to się zwie. Whisky! - krzyknąłem, jednocześnie próbując sobie przypomnieć, co się działo przez ostatnie pół godziny. Moje starania jednak nie przyniosły mi żadnych efektów. W głowie miałem taką mgłę, że nie pamiętałem nawet swojego drugiego imienia. Zaraz. Czy ja mam drugie imię?
- Przecież dopiero co powiedziałeś, że nie będziesz tego pił! Jak chcesz ty wyliż z ziemi, bo zupełnie bez powodu rozbiłeś pełną butelkę o podłogę... - zrobiła smutną minę i spojrzała na podłogę, gdzie faktycznie rozlany był jakiś płyn.
- A no może i masz rację... Wiesz co. Tak sobie teraz myślę, że niepotrzebnie przejmowaliśmy się Kajrą i Red'em. Przecież nawet jeśli byliby razem, to co z tego!? Skoro oni mogą być razem, to my też, prawda!? - Kiwi spojrzała na mnie i zrobiła myślącą minę. Serio nie wiedziałem czy myśli, czy tylko tak udaję.
- Masz rację Faro! Powinniśmy uprawiać ostry seks i to TU I TERAZ! - Może i tylko żartowała, ale stwierdziłem, że nigdy nie całowałem się z Ari i nagle miałem na to niesamowitą ochotę. Można by powiedzieć, że się na siebie rzuciliśmy, od razu zaczynając namiętne pocałunki. Nawet o tym nie myślałem, po prostu miałem na to ochotę, to czemu nie? Zaczęliśmy zdejmować, a raczej rozdzierać z siebie ubrania, jakbyśmy nie mogli poczekać nawet chwili. No cóż, ja nie mogłem. W końcu wstaliśmy, i nadal się obmacując przenieśliśmy się na łóżku. Zanim do niego dotarliśmy już byliśmy nadzy, więc przynajmniej miałem ułatwione zadanie. Z chwilą jak w nią wszedłem, wszystko się urywa. Zupełnie jakby ktoś przestał kręcić dalej.
<Kajra? Przyjdź do nas Skarbie :3 Zróbmy trójkącik!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz