wtorek, 15 kwietnia 2014

Kajra - moja rodzinka...

Miałam wszystkiego serdecznie dość. Miałam ogromną ochotę coś rozwalić. Nawet Aridea musiała się mnie czepić, no bo cóż by to było, gdyby mi ludzie dali spokój. Świat by się zapewne zawalił, wulkany zaczęłyby wybuchać, a zmutowane szczury wyszłyby z kanałów, żeby żywić się na ludzkich mózgach. Apokalipsa. Swoją drogą nie cierpię szczurów. 
Ledwie wyszłam z bazy i wsiadłam do samochodu, a moja mama uraczyła mnie telefonem i jękiem cierpiętniczym, że z Miką nie ma kto zostać, a ona musi się pilnie gdzieś wybrać. No po prostu cudownie. Dlaczego nie dane miało mi być spokojne leżenie do góry zadkiem w moim ukochanym cichym mieszkanku?
Gdy jechałam do domu matki miałam ochotę zgubić się po drodze. Najprawdopodobniej puściłaby jednak za mną list gończy, czy coś w tym stylu.
- Jestem! - zawołałam wchodząc do domu i od razu kierując się do swojego pokoju. 
Ledwie się położyłam, a usłyszałam jakieś głosy. Multum niepewności, ciut strachu i na dodatek jasny słup zdecydowania. Czy ja nie mogę mieć chwili spokoju?! 
- Kaji? Pogadajmy... - uszłyszałam. No tak Willy ptaszyna musiał się zjawić, bo jakże by inaczej?
- Spieprzaj stąd! - warknęłam nie ruszając się z miejsca.
- Kiwi cię przeprasza... nie powiedziała tego umyślnie, była zde... - wstałam gwałtownie i otworzyłam drzwi. Chwyciłam go za bety i wciągnęłam do pokoju - ...nerwowana.
Mika i moja matka spoglądały na mnie szeroko otwartymi oczami. 
- Mała lekcje miałaś z tego co wiem - powiedziałam do siostry, która migiem poszła do swojego pokoju. Zwróciłam się wiec do matki. - A tobie się bardzo spieszyło.
- Tak... Oczywiście. Niedługo wrócę....
- Dobrze - mruknęłam i zamknęłam drzwi od pokoju.
Odczekałam chwilę, aż moja matka zeszła na dół. Faro w tym czasie stał wyraźnie zaskoczony całym zamieszaniem i rozglądał się. 
- Przyszedłeś, narobiłeś sensacji, porozglądałeś się po kątach, to możesz już sobie iść - warknęłam i położyłam się na łóżku.
Chłopak westchnął i usiadł sobie w najlepsze jakby był u siebie. 
- Słuchaj, wiem po co tu przylazłeś, wiem, że Kiwi warczała w gniewie. Widzę emocje, no chyba, że ci ze łba wyleciał ten szczególik. Jak już tak chcesz się wpieprzać w nie swoje sprawy i robić za mediatora to jej możesz przekazać, że owszem lubię Red'a. To w końcu jedyna osoba, która psów na mnie nie wiesza i nie działa mi ustawicznie na nerwy. Mimo to nie mam wobec niego żadnych planów natury matrymonialnej. Pasi? Czy mam ci to rozrysować ołóweczkiem?
- Pasi - mruknął.
Jęknęłam i złapałam się za głowę.
- Co się stało? - spytał Will i wstał robiąc krok w moja stronę.
- Uważaj bo pomyślę, że się mną przejmujesz. To byłoby straszne - znów jęknęłam. - Cholera.
Faro wciąż przyglądał mi się pytająco.
- Moja matka znowu panikuje, a od tego łeb mi pęka.
- Słyszysz ją tutaj?- zdziwił się. No tak, dla większości, nawet dla niego szmery, były tylko szmerami, ale mój umysł odróżniał bez problemu te zawierające emocje i interpretował je.
- Pakuje torbę i coś mruczy. Niepokoi się i wpada w panikę. Zapewne się zastanawia kim jesteś i w co się tym razem wpakowałam. Ciekawe co jej po łbie chodzi? 
- Może wzięła mnie po prostu za twojego znajomego?
- Na to bym nie liczyła. Moja matka to mistrzyni nadinterpretacji. Chodzisz zmęczony i ledwo kontaktujesz? Jesteś na kacu, albo na haju. Masz kasę, a niby nic nie robisz? Handlujesz prochami lub mordujesz. Kupujesz skórę i wysokie szpilki? To zapewne dorabiasz nocami przy trasie. Posiadanie znajomych to ostatnia rzecz, o jaką posądziłaby mnie matka.

<Will?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz