wtorek, 11 listopada 2014

Will - To był tylko głupi błąd.

Patrzyłem jak Kajra w  jednej chwili, jak zwykle na na mnie naskakuje, a sekundę później zgina się z bólu. W normalnych okolicznościach miałbym to gdzieś, pomyślałbym, że udaje,  ale to zdecydowanie nie były normalne okoliczności. Wiedziałem też, że Kajra nie żartowałaby w taki sposób. Miała zdecydowanie wysoki próg bólu, a jeżeli, aż tak się zwijała, to było naprawdę źle. Rozejrzałem się, próbując szybko opracować jakiś plan. Dziewczyna miała apteczkę, ale przy wewnętrznych obrażeniach nie byłem w stanie nic zrobić. Nie wiedziałem, czy zdążę zawieść ją do siedziby, ale nie miałem innego wyboru. Nie myśląc dłużej złapałem komórkę i kluczyki do samochodu. Podszedłem do Kajry i podniosłem ją delikatnie starając się nie sprawić jej większego bólu. Oczy miała zamknięte, a jej głowa opadła bezwładnie na moje ramie. Zemdlała, co oznaczało tylko tyle, że miałem jeszcze mniej czasu, niż myślałem. Wybiegłem z jej mieszkania, nawet nie zamykając drzwi. Najwyżej później się będę tłumaczyć, najważniejszy był czas. Zszedłem do auta i położyłem Kajrę na tylnym siedzeniu. Kiedy usiadłem za kierownicą, od razu odpaliłem silnik i szybko ruszyłem do siedziby Hunters. W międzyczasie wybrałem numer do Kiwi, która zdecydowanie nie była zadowolona, że budzę ją jeszcze przed godziną szóstą.
- Will, naprawdę nie masz wy... - nie dałem jej nawet dokończyć.
- Zwołaj cały swój odział lekarski, najlepszych ludzi. Będę za dziesięć minut. - powiedziałem szybko nic nie tłumacząc.
- Co się stało!? Znowu coś sobie zrobiłeś!?
- To nie ja. Kajra zemdlała, ma wielkiego krwiaka na brzuchu i biodrze. Jakiś czas temu pluła krwią. Musisz się pośpieszyć! Nie wiem jak bardzo źle jest! - krzyknąłem i żeby nie tracić więcej czasu, odłożyłem słuchawkę. Odwróciłem się do tyłu i spojrzałem na dziewczynę. Nie wyglądała najlepiej, była blada, a oddech miała nierównomierny.
- Kajra wytrzymaj, proszę. - szepnąłem i odgarnąłem włosy z twarzy dziewczyny. Sam nie wiedziałem dlaczego tak bardzo się o nią martwiłem. To uczucie rozrywające moją pierś, zupełnie jakbym to ja miał umrzeć. Nie chciałem tego. Zdecydowanie wolałbym być obojętny, niż bać się, że coś się jej stanie.
Wdepnąłem w pedał gazu i wyprzedziłem ciężarówkę jadącą przede mną. Facet w wielkim aucie od razu zaczął bezlitośnie uderzać w kierownice, wywołując piekielny dźwięk klaksonu. Prawie nie zwróciłem na to uwagi i pojechałem dalej.
- Zaparkowałem przed wejściem do siedziby i wybiegłem z samochodu. Otworzyłem tylne drzwi i delikatnie wyciągnąłem stamtąd Kajrę. Nadal była nieprzytomna, co sprawiało wrażenie, że była jeszcze cięższa niż w rzeczywistości. Wchodząc do siedziby prawie wpadłem na Red'a. Nie zdziwiło mnie to, ale nie miałem czasu, ani ochoty z nim rozmawiać.
- Co się stało? - spytał od razu, jakby zupełnie zapominając o wczorajszym wieczorze.
- Ma krwotok wewnętrzny. Gdzie jest Kiwi? - odpowiedziałem szybko, ale też ze spokojem.
- Nie martwisz się? Jak możesz być tak spokojny!? - wrzasnął na mnie, a ja pokręciłem głową.
- Nie ma czasu na użalanie się nad sobą Red! Zaprowadź mnie do niej, natychmiast! - Facet spojrzał na mnie dziwnie i bez słowa pobiegł przed siebie. Poszedłem za nim jak najszybciej mogłem. Kiwi czekała razem ze swoim oddziałem w tak zwanej "sali operacyjnej", choć tak naprawdę to był zwykły gabinet, wcześniej należący do mojego ojca. Na potrzeby Hunters zmieniliśmy go na gabinet lekarski, czasami używany jako sala operacyjna, ale najlepiej by było jakby w ogóle nie był używany. Niestety przy walce z demonami trudno było nie doznawać żadnych obrażeń.  Położyłem Kajrę na stole, a pracownicy Aridei od razu ją otoczyli. Westchnąłem i odszedłem parę kroków do tyłu. Kiwi podeszła do mnie i spojrzała mi w twarz, marszcząc przy tym brwi.
- Wiem, że może to nie jest najlepszy moment na takie pytania, ale czy to prawda, że pieprzysz się z Kajrą? - spytała nie spuszczając ze mnie wzroku ani na sekundę. Nie miałem pojęcia, dlaczego tak bardzo ją to interesowało.
- Masz rację. To nie jest odpowiedni moment. Jakoś zapomniałem wspomnieć Red'owi, żeby trzymał język za zębami. - westchnąłem. - To tylko seks Ari, nic więcej.
- Nie potrzebowałam Red'a, żeby się zorientować. Z tego co wnioskuje, byłeś z nią przez całą noc, do tego twój przyjaciel chodzi od wczoraj przygnębiony, a najważniejsze... Przywiozłeś tu Kajrę i to do tego w samych bokserkach. Jak myślisz, jakie to sprawia wrażenie? - zmarszczyłem lekko brwi, po czym spojrzałem w dół. Syknąłem zdając sobie sprawę, że ma rację.
- Jakoś nie miałem czasu się przebrać, zważywszy na to, że Kajra straciła przytomność. - Kiwi tylko pokręciła głową w wyrazie dezaprobaty. Dlaczego, tak bardzo jej się to nie podoba? Powinna być szczęśliwa, że to nie Red się z nią pieprzy, tylko ja.
- Kiwi! Wybudza się, musimy jej podać środki usypiające! - krzyknął ktoś przy stole operacyjnym. Ari spojrzała na mnie po raz ostatni i pobiegła pomóc ratować Kajrę.
Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, więc poszedłem do swojego pokoju, gdzie się ubrałem i czekałem na jakieś wieści. Zrobiłem nawet desperacką próbę zaśnięcia, żeby choć trochę odpocząć od tego wszystkiego, ale skończyło się na to, że patrzyłem się w sufit. W końcu stwierdziłem, że wezmę się za pracę. Z racji tego, że Alaris, która zawsze zajmowała się namierzaniem demonów i innych piekielnych spraw, była w tej chwili na małym urlopie, to ja musiałem przejąć jej obowiązki. Usiadłem do biurka na którym stał laptop a za nim trzy monitory, z czego na każdym wyświetlone było coś innego. Zacząłem wystukiwać coś na klawiaturze, ale po chwili przestałem. Czy w takiej sytuacji da się pracować!? Odstawmy na bok sprawy emocjonalne i seksualne pomiędzy mną i Kajrą. Poza tym była też najlepszym łowcą i nasza firma nie mogła sobie pozwolić na stracenie kogoś tak cennego. Z dnia na dzień ubywało łowców i niestety nic nie mogliśmy na to poradzić. Albo ktoś umierał w walce, albo zostawał kaleką na całe życie, co sprawiało, że nie mógł dalej wykonywać swoich zadań. Kajra dawała sobie radę nawet z najsilniejszymi demonami i najczęściej wychodziła z tego bez szwanku. Najczęściej, bo jak widać, teraz jej się nie poszczęściło...
Ostatecznie usiadłem na łóżku i po prostu czekałem. Po dwóch godzinach oczy same mi się zamknęły i nawet udało mi się na chwilę przysnąć. Obudziło mnie głośne trzaśnięcie drzwiami. Gwałtownie wstałem i otworzyłem oczy. Przede mną stał Red, ale nie był tak wkurzony jak wcześniej. O dziwo jego twarz była spokojna.
- Słuchaj... Wiesz, dużo o tym wszystkim myślałem. - zaczął powoli, jakby nie wiedział jak mi to powiedzieć. - W pełni cię rozumiem, Kajra jest świetną laską i po prostu nie potrafiłeś się jej oprzeć. Każdemu się może zdarzyć. - Usiadł obok mnie i poklepał mnie po plecach. - Potem za bardzo się wczułeś w sytuację, przecież to niemożliwe, żebyś się w niej zakochał! - zaśmiał się po czym mówił dalej. - Najważniejsze, że to był tylko jednorazowy numerek. Tak więc, wybaczam ci Stary. - spojrzałem na niego ostrożnie. Czy on mówił serio? Jednorazowy numerek? Najwyraźniej Red nie był, aż tak spostrzegawczy jak Kiwi. Niestety nie pozostało mi nic innego jak przytaknąć.
- Dzięki Red. Nie chciałbym stracić przyjaciela, przez głupi błąd. - powiedziałem, a Rai uśmiechnął się do mnie. Nastała chwila ciszy, po czym do sali weszła Aridea. Oboje wstaliśmy gwałtownie i spojrzeliśmy na nią w oczekiwaniu o wieści.
- Już po wszystkim. Możecie iść się z nią zobaczyć jak chcecie. Będzie musiała przez parę dni zostać w szpitalu, ale wszystko wróci do normy. - Powiedziała spokojnie, jakby nic wielkiego się nie stało, po czym wyszła. Szczerze mówiąc w tamtej chwili czułem się wręcz szczęśliwy, że wszystko z nią w porządku. Ruszyłem w stronę drzwi, ale powstrzymała mnie ręka Red'a na moim ramieniu. Spojrzałem na niego, a on się uśmiechną i powiedział: "Ja pójdę.". I wyszedł. Stałem po środku pokoju kompletnie nie wiedząc co mam zrobić. Wiedziałem, że jakbym poszedł to zraniłbym Red'a. Więc zostałem i znowu położyłem się na łóżku, wiedząc już, że raczej nie uda mi się zasnąć.

<Kajra? Jak się czujesz, Skarbie?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz