Wstałam z łózka, a raczej zwlekłam się z niego. Wciąż byłam zmęczona, zmaltretowana i obolała. Na dodatek miałam koszmary, jak zwykle gdy spałam w tym domu. Wiecznie spanikowany głos mojej matki wbijał mi się w czaszkę i wywoływał niezbyt przyjemne obrazy, a ona nie potrafiła nie panikować. Jak nie drżała nad tym, że ojciec nie dzwoni, to coś z Miką było nie tak, no przecież spóźniała się pięć minut, a to znów załamywała ręce nade mną i nad tym jak to niszczę sobie życie.
Po raz kolejny obiecałam sobie, że nie dam się więcej wrobić w szofera dla mojej siostry. Mała była na imprezie i oczywiście ja miałam odstawić ją do domu, bo matka wpadła w histerię, że sama wracać nie może, za młoda jest. No i jak już weszłam to jęczała dotąd, dopóki nie obiecałam zostać na noc. Oczywiście wymknęłam się cicho gdy już słodko spały, pomógł środek usypiający, i wróciłam nad ranem. Tylko, że one o tym wiedzieć nie mogły.
Powoli, przeciągając się poszłam do łazienki i zamknęłam ją na cztery spusty. W mojej rodzinie pukanie było czymś czego się nie uznawało i trzeba się było barykadować, żeby mieć trochę prywatności.
Wzięłam szybki prysznic, zimny, licząc na to, że mnie trochę obudzi. Jakoś nie za bardzo się udało. Ubrałam się dbając o to, żeby moja pokiereszowana niedawno ręka była zasłonięta. Jakby to matka zauważyła znowu byłoby darcie, a tego bym chyba nie zniosła.
Schodząc na dół zaczerpnęłam głośno powietrza i poczułam , że przeszkadza mi brak broni w zasięgu ręki. Dziwna, nie? Wolałam odcinać łby siepaczom niż siedzieć w domu ze swoją rodziną. Tam przynajmniej było wszystko proste.
- Hej Kaji - usłyszałam gdy tylko weszłam do kuchni. - Zjesz coś? Może tosty? Albo jajecznicę.
Matka znowu miała fazę na niańczenie mnie. No pięknie, tego mi jeszcze brakowało. Kochałam ją oczywiście, ale czasami miałam jej serdecznie dość. Była dość naiwną i łatwowierna osobą, nieraz naczytała się różnych pisemek i popadała w paranoje i skrajności. Gdy zaczęłam pracę i znikałam po nocach naczytał się jak to trudna młodzież potrzebuje zrozumienia, rozmów i uczucia, zaczęły się długie kazania, obietnice miłości, pomocy i takie tam, a ja nie mogłam powiedzieć jej, że nie biorę dragów, nie puszczam się, tylko zabijam złe potworki, lub odprawiam egzorcyzmy.
- Kawy, tylko - powiedziałam siadając.
- Oczywiście skarbie - zaszczebiotała matka.
Jej słowa miały w sobie nieszczerą radość. Martwiła się, bała. Czułam to widziałam szare smugi gdy mówiła. Nie cierpiałam tego, ale cóż taka już byłam.
Mama podała mi kawę i uśmiechnęła się do mnie promiennie.
- Co będziesz dziś robić? - spytała.
- Mam do załatwienia kilka spraw - mruknęłam wiedząc do czego zmierza ta rozmowa.
- Jakich?
- Prywatnych.
- Kaji...
- Mamo, rozmawiałyśmy już na ten temat setki razy. To moje życie, jestem dorosła, będę robić co mi się podoba.
- Ale skarbie..
Przerwał nam dzwonek mojego telefonu.
- Czego? - warknęłam odbierając.
Wysłuchałam co też dla mnie mają i jak się okazało jestem potrzebna na już. Czyli dzień jak co dzień.
- Dzięki za kawę - powiedziałam do mamy.
- Może zostaniesz? - poprosiła, znów strach, niepewność.
- Nie mogę. Zadzwonię wieczorem - wyszłam i wsiadłam do samochodu. Do siedziby Hunters dojechałam dość szybko. Mignęły mi znajome twarze, które czujnie obserwowały wszystko co zbliżało się do wielkiego wieżowca. W teorii była to siedziba sporej firmy zajmującej się wszystkim co dawało dochody. W praktyce w podziemiach znajdowała się gigantyczna baza.
Wpuszczono mnie do podziemi. Zaparkowałam i zjechałam windą w dół.
Ciekawe czego ten dupek znowu chciał.
Pierwsze co usłyszałam po wyjściu z windy był pełen złości głos Avii. Jak ta małpa trajkotała tym tonem to miałam wrażenie, że ktoś gwoździem chce szyby ciąć.
- Przestań się drzeć! - warknęłam na nią. - W przeciwnym razie wyrwę ci jęzor.
Dziewucha odwróciła się do mnie, mierząc mnie wściekłym wzrokiem. Chłopak, na którego się darła pospiesznie się ulotnił korzystając z okazji.
- Nie będziesz mi grozić. Jestem... - zaczęła.
- Nikim - syknęłam.
No teraz to dopiero się wkurwiła. Miała ogromny kompleks na tym punkcie. Była "wielka księżniczką", którą "źli żebracy" pozbawili majątku. Takie to wzruszające, że aż miałam odruch wymiotny.
- Dość - usłyszałam znajomy głos.
- Dość - usłyszałam znajomy głos.
- A ty co? Pan mediator się znalazł? - zakpiłam widząc zmierzającego ku nam Will'a. To, że ten dupek mówił mi co mam robić... ugh samo to sprawiało, że miałam ochotę kark mu przetrącić. Ale cóż, ten dupek mi w końcu płacił.
<Will?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz