niedziela, 9 listopada 2014

Kajra - Chyba jednak odchoruję...

Zasnęłam w objęciach faceta, którego wedle wszelkich prawideł nie znosiłam. Nie znosiłam to było nawet mało powiedziane, bo Will wkurwiał mnie ustawicznie samą tą swoją wiecznie uprzejmą mordą, w której ja widziałam tylko pozę, jaką narzuciło mu to, kim miał przecież być. Kto to przecież widział niegrzecznego anioła? On musiał być idealny, grzeczny, pomocny i uprzejmy. Miał być wielkim bohaterem z wiecznym uśmiechem na ustach. Takim, który miał stać niezłomnie przeciw armii demonów, wzbudzać w nich strach, uwielbienie u sojuszników i odruch wymiotny u mnie...
Tak, ogromnie nie lubiłam tej jego pozowanej słodkości. Ani tego, że wydawał mi rozkazy.
Od zawsze byłam niezależna i nie lubiłam gdy ktokolwiek mówił mi co mam robić. Nawet rodzicom często robiłam wbrew, działając dokładnie na opak. Oni mówili w lewo ja gięłam biegiem w prawo. Oni zapisali mnie na balet, ja tłukłam chłopaków na lekcjach karate.
Były też inne rzeczy, które mnie u Will'a wkurzały. A do niektórych nie byłam w stanie się przed sobą samą przyznać.
Wtuliłam się mocniej w ciało chłopaka. Musiałam przyznać, że jego umięśnione ciało było nad wyraz wygodne. Nie opuszczała mnie myśl, że nie powinno go tu być... Ale co tam, raz się w końcu żyje.

Obudziłam się pierwsza. Faro chrapał sobie smacznie pode mną, a jego tors robił mi za poduchę. Za okrycie posłużyła nam jakimś dziwnym trafem ściągnięta z opierania kapa
Uniosłam się lekko i spojrzałam na mężczyznę. Wyglądał dziwnie... uroczo, z lekko rozchylonymi ustami, z ręką pod głową i splątanymi włosami. Nie potrafiłam się, na ten widok, nie uśmiechnąć.
Wstałam ostrożnie, żeby nie obudzić mojego kochanka, bo tym jakby nie patrzeć był, choć nie mam pojęcia na jak długo. Gdy stanęłam na równe nogi i spróbowałam się przeciągnąć, spanie na kanapie nie było specjalnie wygodne, jakby nie patrzeć, zgięło mnie wpół, a z ust wymsknął mi się syk.
- Kurwa... - zaklęłam szeptem, prostując się znów.
Na całe szczęście Will spał mocno, a ja podreptałam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na ogromny krwiak, który pokrywał moje ciało od biodra do połowy żeber. Ciężko westchnęłam. Oj przyjdzie mi to odchorować. Mówi się trudno. Wzięłam szybki prysznic, żeby zmyć pamiątkę po zeszłym wieczorze, którą zostawił mi Will. Zasmarowałam sińca maścią i ubrałam się w luźną koszulkę.
Gdy weszłam do kuchni zegarek wskazywał dopiero piętnaście po piątej. Byłam głodna jak wilk, więc zabrałam się za robienie śniadania, tym razem jednak dla dwojga, bo mojemu gościowi tez się coś tam należało. Szczerze mówiąc to nie miałam pojęcia co Ptaszyna lubi. I nigdy mnie to nie interesowało, no aż do teraz. Zaparzyłam kawę i zrobiłam naleśniki. Chyba każdy jest w stanie je zjeść, prawda? Wypiłam kilka łyków kawy i wzięłam leki. Garść przeciwbólowych i pigułka, która pozwalała mi na "przygody" jak ta z Willem bez wydzierających się wiecznie konsekwencji.
Ledwie zdążyłam skończyć, a usłyszałam kroki. Pierwszym odruchem było sięgnięcie w stronę sporego noża, ale przypomniałam sobie, że nie jestem w końcu sama.
- Kajra? - usłyszałam.
- W kuchni! - rzuciłam w odpowiedzi stawiając na stoliku dwa talerze.
- Gotujesz? - zapytał wyraźnie zdziwiony Will, który zdążył już zakryć tyłek, a szkoda, bo co jak co, ale siedzenie miał niezłe.
Bardziej interesowało mnie jednak to, jak wyglądał. Jak wyglądały jego uczucia. Will był teraz błękitnym obłoczkiem zadowolenia, w którym pląsały jasne iskry spokoju. Chyba pierwszy raz widziałam go takiego.
- Coś nie tak? - zapytał podchodząc do mnie.
- Wszystko gra, siadaj i jedz... - postawiłam przed nim talerz naleśników. - Do wyboru masz szpinak, ser albo konfiturę, bo nie mam pojęcia w czym gustujesz.
Will usiadł i spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- Nie dosypałam tu trutki na szczury, jeśli już musisz wiedzieć, choć bardzo mnie korciło - syknęłam.
- I to mnie właśnie dziwi - zaśmiał się i sięgnął wreszcie po jedzenie. Ja także wzięłam się za swoją porcję ładując na naleśnika solidną porcję dżemu brzoskwiniowego.
Wstyd się przyznać, ale czekałam na to, co powie Faro... Czy mu smakuje... Totalna głupota, bo nie powinno mnie to wcale obchodzić.
Zrobiło mi się nagle duszno i poczułam, jak coś podchodzi mi do gardła. Wstałam gwałtownie i podbiegłam do zlewu kuchennego. Zaczęłam się krztusić, a po chwili splunęłam krwią.
- Kaji.... - Will stał już obok mnie, wyraźnie spanikowany.
- Wszystko gra... - wysapałam i skrzywiłam się, bo zaczął mnie boleć żołądek.
- Jak wszystko gra?! Przecież widzę - niemal krzyknął i objął mnie ramieniem. - Powinien cię zbadać lekarz...
Zanim zdążyłam odpowiedzieć chłopak poprowadził mnie w stronę kanapy. Stanęłam jak wryta i zmierzyłam go wściekłym wzrokiem.
- Po pierwsze to od kiedy ty się mną tak przejmujesz, co? - ryknęłam. - A po drugie nie traktuj mnie jak kaleki, bo ja zrobię kalekę z ciebie, Ptaszku. Przestawiać po kontach to możesz sobie Kiwi, a nie mnie...
Kłóciłabym się dalej, gdyby ostry ból znów nie zgiął mnie wpół. Usłyszałam jeszcze jak chłopak przeklina siarczyście, o co bym go nie podejrzewała, i poczułam jak mnie unosi. Dalej film mi się urwał...

<Will?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz