Auć! - krzyknąłem - Możesz delikatniej? - zapytałem patrząc na Kiwi z wyrzutem. Była wspaniała i zawsze dla wszystkich miła. W każdym potrafiła odnaleźć dobre strony... Dlatego właśnie nigdy nie bierzemy jej na misję. Kiedyś chciała puścić demona wolno, bo stwierdziła, że nie wcale nie chciał zabić człowieka. Niestety jest też doskonałym przykładem naiwności i ślepej wierności w swoje przekonania. Jednak nikt nie chciał jej zmieniać, była lubiana i kochana przez zdecydowaną większość łowców, co było naprawdę trudne biorąc pod uwagę przeciwieństwa pomiędzy nią, a nimi. Teraz jednak Aridea była wściekła i to na moje nieszczęście na mnie.
- Trzeba było zostać tutaj, a nie włóczyć się po szkołach. - Powiedziała z udawanym spokojem. Westchnąłem głośno.
- Gdzie jest Red?
- Masz na myśli tego palanta z podkolorowanymi końcówkami? Poszedł na obchód. - Była wyjątkowo niemiłą i chamska, co jej się raczej nie zdarzało.
- Co się stało? Jesteś dziś jakaś... spięta. - Powiedziałem powoli, warząc słowa by jej nie wkurzyć jeszcze bardziej.
- Co się stało!? Co się stało!? - Zacisnęła mocno bandaż na ranie, tak że, aż zabolało. Syknąłem z niezadowoleniem. Dziewczyna podniosła na mnie wściekły wzrok, po czym wstała z krzesła i zaczęła nerwowo przechadzać się po gabinecie lekarskim. Jej ręce trzęsły się, a oczy skakały z kąta w kąt.
- Kiwi... - Wyszeptałem i podszedłem do niej. Ona tylko stanęła przede mną i wbiła wzrok w podłogę. Otuliła się ramionami jakby nagle zrobiło jej się zimno. Złapałem ją za tył głowy i delikatnie przysunąłem do siebie, by mogła się przytulić. Po chwili poczułem jej zaciśnięte pięści na materiale koszuli.
- Powiedziałam mu, że go kocham... - powiedziała po chwili stanowczo.
- Komu? - zapytałem z zaciekawieniem, choć tak naprawdę znałem już odpowiedź.
- Rai'em... Kocham go. Wiem to, ale też wiem, że on nie przepada za mną. Nigdy nie przepadał... nie wiem co mam robić. - Poczułem gorące łzy na klatce piersiowej.
- Skoro to wiedziałaś, to czemu mu powiedziałaś? Nie mogłaś... nie wiem... poczekać?
- Poczekać na co? Aż przestanie oglądać się za tą suką Kajrą!? - krzyknęła i spojrzała na mnie z wściekłością w głosie.
- No proszę... a uważałam cię za miłą osóbkę. - powiedziała Kajra, która niepostrzeżenie weszła do pokoju.
- Kaj... - uciąłem, gdy wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Nadal trzymałem Kiwi w mocnym uścisku.
- Powiedziałam za dużo... - szepnęła kuląc się w poczuciu winy. Bardzo dobrze wiedziałem, że teraz jej stan się tylko pogorszy. Dla niej najgorszą rzeczą było obrażenie kogoś bez jasnego celu, ani dowodu, co właśnie nieumyślnie uczyniła.
- Nie martw się. Zaraz do niej pójdę i wszystko wytłumaczę. - powiedziałem siadając na łóżku lekarskim wraz z Kiwi.
- Nie, ja to zrobię. - zaprotestowała.
- Jesteś teraz roztrzęsiona, to nie jest dobry pomysł. Dobra... to opowiadaj!
- Co?
- No jak zareagował! Komu jak komu, ale jemu to chyba nikt jeszcze nie wyznawał miłości! - zaśmiałem się. Kiwi chwyciła mój haczyk i uśmiechnęła się.
- Był upierdliwy, więc zaczęłam na niego krzyczeć. Akurat cię szukałam i byłam trochę zła. Potem zaczęliśmy się kłócić i jakoś tak mi się wymsknęło... - Zaśmiała się cicho. - Minę miał nie z tej ziemi! Był naprawdę zdziwiony... a potem... uciekł rzucając tylko sztywne "idę na obchód" jednym z tych swoich niskich poważnych głosów.
- Poszedł pomyśleć. Na pewno z tobą o tym pogada... daj mu szanse się z tym oswoić, a zobaczysz, że nie pożałujesz. Red gra zabawnego i olewającego wszystko gościa, ale w takich chwilach potrafi wziąć się w garść i zachować się jak na dżentelmena przystało. - uśmiechnąłem się i wstałem. - Idę. Dasz sobie radę?
- Tak dzięki... Powiedz jej, że naprawdę mi przykro i nie miałam tego na myśli... byłam zła i...
- Rozumiem. - przerwałem jej. - Powiem. - Wyszedłem z gabinetu zamykając za sobą drzwi. Nie wiedziałem gdzie mam szukać Kajri... Poszedłem więc wzdłuż korytarza, z nadzieją, że gdzieś ją spotkam. Niestety zamiast niej spotkałem Red'a.
- Siema stary. - rzuciłem do niego, a on niezgrabnie podniósł na mnie zamyślony wzrok. - Jak tam obchód?
- Skąd wiesz? Zaraz... Gadałeś z Kiwi?
- Tak... Widziałeś może Kajrę?
- Chyba przed chwilą wróciła do domu... Mijałem ją na korytarzu i chyba była jeszcze bardziej rozwścieczona niż zwykle. - powiedział z dziwnym znużeniem w głosie.
- Dzięki. - przeszedłem obok niego. - A i Red! - Chłopak odwrócił się. - Nie spieprz tego.
- Jasne. - uśmiechnął się smutno i poszedł w stronę gabinetu lekarskiego. Świat chyba staje na głowie... Jedno wyznanie zmienia dwie dobrze znane mi osoby w zupełne ich odwrotności. Mam nadzieje, że nigdy się nie zakocham... Poszedłem do windy i wjechałem na górę. Przy recepcji zapytałem się gdzie mieszka Kajra, a kobieta za ladą po paru chwilach uległa i powiedziała wszystko co było mi potrzebne. Teraz zostało mi tylko tam dojechać...
~ Pół godziny później ~
- Kajra chyba nie chce rozmawiać... - powiedziała kobieta, prawdopodobnie matka Kajri.
- Ale ja nalegam. To bardzo ważne.
- Myślę... że jak cię wpuszczę to nic się nie stało... ale jakby co, to nie ja. - Uśmiechnęła się, aja odpowiedziałem na jej szczery uśmiech. Kobieta pokazała mi drzwi do pokoju dziewczyny.
- Kaji? Pogadajmy...
- Spieprzaj stąd! - usłyszałem za drzwiami, ale nie poddałem się.
- Kiwi cię przeprasza... nie powiedziała tego umyślnie, była zde... - przerwałem, gdy otworzyła drzwi i wciągnęła mnie do środka. - ...nerwowała.
<Kajra? Co mi powiesz? xD>
- Gdzie jest Red?
- Masz na myśli tego palanta z podkolorowanymi końcówkami? Poszedł na obchód. - Była wyjątkowo niemiłą i chamska, co jej się raczej nie zdarzało.
- Co się stało? Jesteś dziś jakaś... spięta. - Powiedziałem powoli, warząc słowa by jej nie wkurzyć jeszcze bardziej.
- Co się stało!? Co się stało!? - Zacisnęła mocno bandaż na ranie, tak że, aż zabolało. Syknąłem z niezadowoleniem. Dziewczyna podniosła na mnie wściekły wzrok, po czym wstała z krzesła i zaczęła nerwowo przechadzać się po gabinecie lekarskim. Jej ręce trzęsły się, a oczy skakały z kąta w kąt.
- Kiwi... - Wyszeptałem i podszedłem do niej. Ona tylko stanęła przede mną i wbiła wzrok w podłogę. Otuliła się ramionami jakby nagle zrobiło jej się zimno. Złapałem ją za tył głowy i delikatnie przysunąłem do siebie, by mogła się przytulić. Po chwili poczułem jej zaciśnięte pięści na materiale koszuli.
- Powiedziałam mu, że go kocham... - powiedziała po chwili stanowczo.
- Komu? - zapytałem z zaciekawieniem, choć tak naprawdę znałem już odpowiedź.
- Rai'em... Kocham go. Wiem to, ale też wiem, że on nie przepada za mną. Nigdy nie przepadał... nie wiem co mam robić. - Poczułem gorące łzy na klatce piersiowej.
- Skoro to wiedziałaś, to czemu mu powiedziałaś? Nie mogłaś... nie wiem... poczekać?
- Poczekać na co? Aż przestanie oglądać się za tą suką Kajrą!? - krzyknęła i spojrzała na mnie z wściekłością w głosie.
- No proszę... a uważałam cię za miłą osóbkę. - powiedziała Kajra, która niepostrzeżenie weszła do pokoju.
- Kaj... - uciąłem, gdy wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Nadal trzymałem Kiwi w mocnym uścisku.
- Powiedziałam za dużo... - szepnęła kuląc się w poczuciu winy. Bardzo dobrze wiedziałem, że teraz jej stan się tylko pogorszy. Dla niej najgorszą rzeczą było obrażenie kogoś bez jasnego celu, ani dowodu, co właśnie nieumyślnie uczyniła.
- Nie martw się. Zaraz do niej pójdę i wszystko wytłumaczę. - powiedziałem siadając na łóżku lekarskim wraz z Kiwi.
- Nie, ja to zrobię. - zaprotestowała.
- Jesteś teraz roztrzęsiona, to nie jest dobry pomysł. Dobra... to opowiadaj!
- Co?
- No jak zareagował! Komu jak komu, ale jemu to chyba nikt jeszcze nie wyznawał miłości! - zaśmiałem się. Kiwi chwyciła mój haczyk i uśmiechnęła się.
- Był upierdliwy, więc zaczęłam na niego krzyczeć. Akurat cię szukałam i byłam trochę zła. Potem zaczęliśmy się kłócić i jakoś tak mi się wymsknęło... - Zaśmiała się cicho. - Minę miał nie z tej ziemi! Był naprawdę zdziwiony... a potem... uciekł rzucając tylko sztywne "idę na obchód" jednym z tych swoich niskich poważnych głosów.
- Poszedł pomyśleć. Na pewno z tobą o tym pogada... daj mu szanse się z tym oswoić, a zobaczysz, że nie pożałujesz. Red gra zabawnego i olewającego wszystko gościa, ale w takich chwilach potrafi wziąć się w garść i zachować się jak na dżentelmena przystało. - uśmiechnąłem się i wstałem. - Idę. Dasz sobie radę?
- Tak dzięki... Powiedz jej, że naprawdę mi przykro i nie miałam tego na myśli... byłam zła i...
- Rozumiem. - przerwałem jej. - Powiem. - Wyszedłem z gabinetu zamykając za sobą drzwi. Nie wiedziałem gdzie mam szukać Kajri... Poszedłem więc wzdłuż korytarza, z nadzieją, że gdzieś ją spotkam. Niestety zamiast niej spotkałem Red'a.
- Siema stary. - rzuciłem do niego, a on niezgrabnie podniósł na mnie zamyślony wzrok. - Jak tam obchód?
- Skąd wiesz? Zaraz... Gadałeś z Kiwi?
- Tak... Widziałeś może Kajrę?
- Chyba przed chwilą wróciła do domu... Mijałem ją na korytarzu i chyba była jeszcze bardziej rozwścieczona niż zwykle. - powiedział z dziwnym znużeniem w głosie.
- Dzięki. - przeszedłem obok niego. - A i Red! - Chłopak odwrócił się. - Nie spieprz tego.
- Jasne. - uśmiechnął się smutno i poszedł w stronę gabinetu lekarskiego. Świat chyba staje na głowie... Jedno wyznanie zmienia dwie dobrze znane mi osoby w zupełne ich odwrotności. Mam nadzieje, że nigdy się nie zakocham... Poszedłem do windy i wjechałem na górę. Przy recepcji zapytałem się gdzie mieszka Kajra, a kobieta za ladą po paru chwilach uległa i powiedziała wszystko co było mi potrzebne. Teraz zostało mi tylko tam dojechać...
~ Pół godziny później ~
- Kajra chyba nie chce rozmawiać... - powiedziała kobieta, prawdopodobnie matka Kajri.
- Ale ja nalegam. To bardzo ważne.
- Myślę... że jak cię wpuszczę to nic się nie stało... ale jakby co, to nie ja. - Uśmiechnęła się, aja odpowiedziałem na jej szczery uśmiech. Kobieta pokazała mi drzwi do pokoju dziewczyny.
- Kaji? Pogadajmy...
- Spieprzaj stąd! - usłyszałem za drzwiami, ale nie poddałem się.
- Kiwi cię przeprasza... nie powiedziała tego umyślnie, była zde... - przerwałem, gdy otworzyła drzwi i wciągnęła mnie do środka. - ...nerwowała.
<Kajra? Co mi powiesz? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz