Odwróciłem głowę w kierunku wydobywającego się dźwięku.
- Faro... Mamy problem. Kiwi właśnie idzie do twojego pokoju by cię obudzić. - Komunikator stał teraz na przeciwko mojej twarzy. Wiedziałem, że nic mi nie grozi dzięki mojej tarczy, ale mimo wszystko byłem niespokojny. Do Hunters doszła plotka, że w pobliskim liceum grasuje jakaś zbuntowana nastolatka. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że do tego podpala wszystko dookoła siebie. To musiała być sprawka jakiegoś świeżego demona, bo nie umiał zapanować nad swoimi mocami w ludzkim ciele. Właśnie znajdowałem się na tak zwanym "terenie wroga", ale jak na razie nie zarejestrowałem nic co mogłoby potwierdzać plotkę.
- Teraz nie mogę... Zrób coś Rai. Zatrzymaj ją dopóki nie wrócę. - powiedziałem trzymając w ręku komunikator. Na drugim końcu korytarza podchwyciłem ledwie widoczny ruch. Zacząłem powoli iść w tamtą stronę.
- Przecież dobrze wiesz, że nie potrafię z nią gadać... ona jest jak... serio stary wiesz jaka jest. - Słychać było, że Rai powstrzymał się od złośliwego komentarza.
- Daj z siebie wszystko i ją zatrzymaj. Wracam za 15 minut. - Wyszeptałem szybko i wyłączyłem odbiornik. Pewnie będzie chciał mi wpierdolić za to przy najbliższej okazji, ale no cóż... jakoś przeżyje. Wyciągnąłem zza paska niewielki pistolet z tłumikiem. W drugiej ręce trzymałem małą latareczkę, która ledwo co oświetlała mi drogę. Przeleciałem wąskim strumieniem światła po lekko osmolonych ścianach. Albo uczniowie tej szkoły mieli predyspozycje do piromanii, albo plotka jednak nie była tylko plotką. Nagle zwęglona farba zaczęła nabierać określonego kształtu. Z zainteresowaniem przyglądałem się wielkiemu napisowi "WON", kiedy z lewej strony zaczęła lecieć w moją stronę kula ognia. Cóż... całkiem nieźle jak na niedoświadczonego demona. Po chwili, jakieś dwa metry przede mną, płomień zniknął równie szybko jak się pojawił. Jak kamień w wodę. Tak właśnie działała tarcza. Wręcz pożerała jakąkolwiek magię i wysyłała ją gdzieś, gdzie nikomu krzywdy nie zrobi. Zaraz za ogniem pojawiła się wysoka i piękna nastolatka, zgrabnie poruszająca się po winylowej posadzce.
- Nie umiesz czytać, gnido!? Spieprzaj stąd! - Krzyknęła dziewczyna, a raczej stwór w niej siedzący. W przeciągu nie więcej jak 10 sekund znalazła się metr ode mnie z małym sztyletem w ręku. O ile na magię demonów miałem ochronę, to na sztylety już nie... Powolnym i spokojnym ruchem wymierzyłem pistolet w przeciwnika. Oczywistym było, że nie mogę go użyć, bo wtedy zginie dziewczyna, a nie demon. Zmrużyłem oczy i oblizałem wargi, jakbym przymierzał się do celnego strzału. Demon dalej stał w tym samym miejscu, ale widać było niepewność w jego ruchach. Najpierw podbiegł dwa kroki, ale potem się wycofał. Strzał nic by mu nie zrobił, ale straciłby dobre naczynie, co na pewno mu się nie podobało. Zacząłem powoli cofać się w stronę z której przyszedłem. Po co tak daleko zaszedłem? Znów minąłem ten sam napis co wcześniej i tą samą osmoloną ścianę. Potworniasty zaczął się denerwować, bo jego niewielki sztylecik zmienił się w kupę stopionego metalu. Tak... zdecydowanie nie potrafił panować nad mocami.
- Może jednak to ty odejdziesz? - zapytałem spokojnie. - W końcu ja jestem na swoim, a ty się tu włamałeś. - Tylko parę słów, a demon rzucił się na mnie rozwścieczony. Nie miał broni, więc musiał radzić sobie chudymi, kościstymi piąstkami. Siła rozpędu z jaką dziewczyna się na mnie rzuciła zwaliła mnie z nóg. Tak jak przewidziałem przejechaliśmy kawałek po podłodze metr od miejsca gdzie umieściłem Wielki Pentakl. Siłowanie się z nastolatkę, nie należało do najtrudniejszych, ale siła woli jaką wkładał w to demon była niesamowita. Chwilę mi zajęło, by przyszpilić dziewczynę do środka pięcioramiennej gwiazdy.
- Exorcizamus te, omnis mundus (...) Omnis congregatio (...) Audi nos. - grymas jaki znalazł się na twarzy dziewczyny nie wyrażał zbytniego zadowolenia. Po chwili zaczęła krzyczeć i wyrywać się, ale oczywiście nic to nie dało. Powtórzyłem po raz kolejny słowa egzorcyzmu i czekałem, aż demon opuści ciało uczennicy. Kiedy demon już wyczuł, że jest zabierany z powrotem do piekła, uśmiechnął się szyderczo ukazując rząd spiczastych ząbków. W jednej chwili te ząbki znalazły się nad moim nadgarstkiem. Poczułem paraliżujący ból, ale nie puszczałem. Kiedy uścisk kłów zelżał wiedziałem, że jest już po wszystkim. Potworniasty opuścił ciało nastolatki, która teraz patrzyła się na mnie z oczami wielkości spodków. Potem zaczęła mnie kopać i krzyczeć coś o zboczeńcach i gwałcicielach. No świetnie... właśnie uratowałem jej życie, a ona w zamian wyzwała mnie od gwałcicieli... Czasami nienawidzę tej roboty. Szybko przewiązałem kawałkiem materiału ranę, po zębach demona, a potem starłem Pantakl. No... to zostały mi 2 minuty by wrócić do pokoju...
~ 5 minut później ~
- Dość. - powiedziałem do Avi i Kajry, które jak zwykle kłóciły się przed windą. Rękę z zakrwawionym bandażem zgrabnie schowałem za plecy. Puściłem mimo uszu komentarz Kaji i zwróciłem się do Avi.
- Czy ty słoneczko nie masz przypadkiem manikiurzystki dzisiaj? Albo może fryzjer? - zapytałem z lekką nutą sarkazmu.
- Nie... skąd ten pomysł?
- W takim razie weź jedną w moich kart kredytowych i idź na miasto, bo te ciuchy już dawno wyszły z mody... - powiedziałem oglądając ją z każdej strony. Kobieta zrobiła naburmuszoną minę i po chwili zniknęła za drzwiami windy. Na pewno postara się, żeby jednak dostać tą kartę kredytową... Kajra o dziwo wszystkiemu się spokojnie przyglądała, choć wiedziałem, że chciałaby dodać też coś od siebie.
- To co Kajra? Może pobawisz się w dobrą duszyczkę i spróbujesz przekabacić na naszą stronę Morrigan? Myślę, że poradzisz sobie z pasożytem I klasy, co? - zapytałem z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie miałem w zwyczaju urażać innych, ale dzisiaj sam byłem wyjątkowo rozwścieczony, więc... Kajra już chciała coś mi wygarnąć, ale zatrzymała ją Kiwi.
- Williamie Faro Hunter! - Krzyknęła z drugiego końca korytarza. - Mam nadzieję, że byłeś na śniadaniu u mamusi, bo jak nie...
- Ależ oczywiście, że tak! Za kogo ty mnie uważasz? - Zakpiłem wściekle unosząc ręce do góry. No i na samym początku przegrałem...
- Hunter! - Krzyknęła znowu, złapała mnie za zdrową rękę i pociągnęła do swojego gabinetu.
- Widzimy się później Kajra! - Krzyknąłem pół-żartem na odchodne.
<Kajra?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz