Zabicie tych kilku siepaczy, na których dostałam zlecenie nie było trudne i poszło mi dość sprawnie. Dość, ale nie na poziomie, który by mnie zadowalał. Tydzień leżenia do góry zadkiem i ból, który wciąż się odzywał, krępując i poważnie ograniczając moje ruchy, sprawiły, że męczyłam się o wiele szybciej niż powinnam. Poruszałam się jak mucha w smole. Taka utrata formy to w przypadku silniejszego przeciwnika to zwykły wyrok śmierci dla łowcy. Musiałam się zebrać i nadrobić zaległości.
Gdy zdjęłam ostatnią maszkarę wsiadłam do samochodu i pojechałam do siedziby Hunters. Zdałam zdawkowy raport, tak dla formalności, nie, żeby ktoś kiedykolwiek zapytał mnie czy wykonałam zadanie. Wiedzieli, że skoro jestem to zabiłam co miałam zabić.
Ruszyłam do sali treningowej. Szybko się przebrałam i po krótkiej rozgrzewce wybrałam drążek. Niestety napinanie mięśni, szczególnie brzucha dalej sporo mnie kosztowało, a ból wycisnął ze mnie zduszony jęk. Zacisnęłam jednak zęby i ćwiczyłam dalej. Pokonywanie bólu było chyba najcięższą lekcją, jaką musiałam dostać w tej robocie. Walcz - takie było motto. Nawet jak cię coś sponiewierało i dławisz się własną juchą to wstań i walcz. Jeśli ty nie będziesz to nikt inny tego nie zrobi. Widziałam co demon zrobił mojej przyjaciółce. Dlatego też brałam sobie te słowa aż nazbyt do serca. Tym bardziej, że nie raz w koszmarach na miejscu Eriany widziałam swoją młodszą siostrę. Bezbronną, słodką Mikę, targaną od wewnątrz przez pasożyta, który rani ją i wszystko wokół.
- Nie powinnaś się przemęczać. - usłyszałam głos, którego usłyszeć nie chciałam.
Odwróciłam się odruchowo i spojrzałam na Faro. Patrzenie na niego sprawiało mi... Sama nie wiem. byłam wściekła, coś we mnie wrzało, a mimo to chyba chciałam go znowu zobaczyć. To była jednak myśl, którą szybko od siebie odsunęłam. Bo i jaki miała sens? Żadnego. Nic. Nie było nic, co powinno mnie cieszyć z jego obecności tutaj.
- A tobie co do tego? - warknęłam i znów zmusiłam swoje ciało do wysiłku, choć wyraźnie protestowało.
- Jesteś jedną z najlepszych, więc nie chciałbym cię stracić. Jeżeli nie będziesz na siebie uważać to niedługo będę musiał zakazać ci walki, a tego raczej oboje byśmy nie chcieli. - marudził.
- A tobie co do tego? - warknęłam i znów zmusiłam swoje ciało do wysiłku, choć wyraźnie protestowało.
- Jesteś jedną z najlepszych, więc nie chciałbym cię stracić. Jeżeli nie będziesz na siebie uważać to niedługo będę musiał zakazać ci walki, a tego raczej oboje byśmy nie chcieli. - marudził.
Tak, jakby on mógł mi czegoś zakazać. Kpina! Poza tym w jego głosie było coś, co zdecydowanie o szczerości nie świadczyło. No tak, zwykły Will, wiecznie coś ukrywa, wiecznie chowa się za swoimi pieprzonymi, wyidealizowanymi frazesami, jak to o wszystkich kocha, szanuje, o wszystkich dba i nigdy nikomu nic nie ma za złe.
- Przestań Kajra. Przeceniasz własne siły - zaczął znowu, co rozjuszyło mnie już do reszty.
- Przestań Kajra. Przeceniasz własne siły - zaczął znowu, co rozjuszyło mnie już do reszty.
Znów spięłam mięśnie, ale moje ciało zaprotestowało znowu, tym razem palce same mi się otworzyły i poleciałam w dół. Nie huknęłam w ziemię w brew oczekiwaniom. Złapał mnie Faro. Odruchowo się go złapałam. Jego bliskość była... nie do zniesienia. Czuć jego dotyk, znowu. Pamiętać, że przez chwilę sądziłam, że być może on ma w sobie coś, co byłaby w stanie polubić... pokochać. To sprawiło, że wzdrygałam się.
- Mówiłem, żebyś się nie przemęczała. Musisz najpierw wrócić do formy - powiedział, cicho, tak, że jego głos przypominał mi pomruk.
- Mówiłem, żebyś się nie przemęczała. Musisz najpierw wrócić do formy - powiedział, cicho, tak, że jego głos przypominał mi pomruk.
Odepchnęłam go od siebie, warcząc i dając upust emocjom.
- Spierdalaj z tymi swoimi radami! - wydarłam się, chwyciłam ręcznik i pognałam pod prysznic.
- Spierdalaj z tymi swoimi radami! - wydarłam się, chwyciłam ręcznik i pognałam pod prysznic.
Uciekłam. To właśnie zrobiłam. Po raz drugi.
- Kiedy stałaś się do cholery takim tchórzem? - spytała swojego odbicia w lustrze.
Sama siebie nie rozumiałam, ani tego co roiło mi się w głowie. Po raz pierwszy chciałam uciec. Tak naprawdę uciec od samej siebie i tego co mnie otaczało. Od Willa, którego powinnam nienawidzić, a do którego czułam coś, czego do tej pory nie znałam. Od Red'a, który wciąż biegał wokół mnie ignorując to co mówiłam. Od mojej matki, która wciąż wypytała o mój "związek" z Willem. Był też okrągły milion innych, mniej lub bardziej istotnych, szczegółów.
Wzięłam szybki prysznic i uspokoiłam drżenie mięśni, ubrałam się i wyszłam. Will oczywiście czekał na mnie. Nie miałam pojęcia po co.
Chciałam zwyczajnie minąć chłopaka, ale mi nie pozwolił.
- Czego chcesz do cholery?! - ryknęłam, zaciskając dłonie w pięści.
- Sądzę, że powinniśmy porozmawiać... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Nie mam ochoty tego słuchać!
- Proszę, daj mi wyjaśnić...
- Wyjaśnić?! - ryknęłam wściekle. - Co chcesz mi wyjaśniać i po kiego chuja? Co? Będziesz się teraz wybielał? Naprawiał reputację, pierdoląc jak to nie było tak, jak to wygląda? Znów będziesz jęczał o szansę na pokazanie jaki to jesteś milusi i idealny? Jedną już dostałeś i dałeś popis, a teraz zabieraj łapy, bo przyrzekam, że ci je połamię.
- Kajra... - odezwał się znów, zdecydowanie, łapiąc mnie za ramię, i zarobił w pysk.
Nie wytrzymałam. Zwyczajnie nie byłam w stanie dalej trzymać w sobie całej złości, jaką czułam. Czułam się oszukana, irracjonalnie zraniona. Nie raz wściekałam się na Huntera wcześniej. Nie lubiłam go nigdy, taka była prawda, ale nigdy nie darzyłam go szczerą nienawiścią. Nigdy, ale teraz byłam chyba tego tak bliska, jak to tylko było możliwe.
Nie odezwałam się więcej, tylko wyszłam. Na korytarzu chwyciłam się za bok, który chyba nadciągnęłam. To było jednak coś co bez problemu mogłam znieść i o dziwo czułam się lepiej. Mimo bólu i drżenia. W końcu emocje, które mnie męczyły znalazły ujście. Nie zniknęły, wątpiłam, żeby to było możliwe, ale przynajmniej odreagowałam.
Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam korytarzem do wyjścia. Weszłam na parking i podeszłam do swojego auta, ale nie zdążyłam wsiąść, bo zatrzymał mnie Faro.
- Mam ci jeszcze raz przypieprzyć? - warknęłam, z dziką satysfakcją wpatrując się w puchnący, solidnie czerwony policzek chłopaka.
- Wal, jak ma ci to pomóc, ale mnie przynajmniej wysłuchaj - w jego głosie było zdecydowanie. Znowu.
- Masz pięć minut, bo po tym czasie wsiadam w samochód i jadę, jak mi staniesz na drodze to przetestujemy, czy cię twoja anielska tarcza ochroni przed zetknięciem z maską - burknęłam.
<Will? Co też chcesz mi powiedzieć?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz