Walczyłam z całymi stadami demonów i to najróżniejszych. Ubiłam tyle siepaczy, że straciłem już rachubę, to samo z pasożytami. A mimo to teraz czułam się jakbym spadła do samego piekła. Moja matka wydzierała się na mnie, wychwalając Will'a, a mnie mieszając z błotem. Will lampił się na mnie wyczekująco i z ogromnym wyrzutem, tak jakby rościł sobie do mnie jakieś chore prawo, a Rai stał z rozdziawionymi ustami i wlepiał patrzałki to we mnie to w Faro.
- DOŚĆ!!! - ryknęłam, bo łeb mnie bolał od tego jazgotu i migających mi przed oczami obrazów.
Moja matka ucichła na szczęście.
- Po pierwsze nie sypiam z Red'em - wskazałam na chłopaka, który zdołał zamknąć usta. - Jest tu, bo mnie odwiózł do domu, koszuli nie ma, bo się poharatał, a ja wyglądam jak wyglądam, bo brałam prysznic! Nie wiem po ką cholerę się tłumaczę!
- Ale.. - zaczął Rai.
- Tak, Red. To u mnie był Will w nocy i to u mnie się nie wyspał - powiedziałam. - Nic nie mówiłam, bo sądziłam, ze nie ma o czym. Z resztą, do cholery, nie będę biegać i chwalić się każdemu z kim to poszłam do łózka.A ty?! - wrzasnęłam na Will'a. - Nie jestem do cholery twoją własnością!
- Jak to nie ma o czym? - zapytała moja matka i widziałam, że na usta ciśnie jej się kolejna tyrada pod moim adresem.
- Mamo, daj mi spokój! Błagam cię nie wtrącaj się w to...
- Ale ten chłopaka cię kocha! - wrzasnęła na mnie.
Poczułam się jakby ktoś mnie zdzielił obuchem. Dobra tego było dość!
- Mamo, Rai, bardzo was przepraszam, ale tam są drzwi - powiedziałam.
- Jeszcze nie skończyłam - jak zwykle moja matka nie dawała za wygraną.
- Chcę porozmawiać z Will'em sam na sam - powiedziałam i popchnęłam Reda, który wyglądał obecnie jak różnobarwna chmura, ku drzwiom. Zaskoczenie, szok, smutek, złość, to wszystko przeplatało się i kotłowało. Chłopak zwiesił głowę, westchnął ciężko, zabrał koszulę i bez słowa wyszedł. Zobaczyłam jasne igły. Był... zraniony... Nie chciałam tego.
Moja matka też wyszła z głośnym, wściekłym sapnięciem.
Zanim odwróciłam się do Will'a doliczyłam do dziesięciu. Gówno to dało.
- Po jaką cholerę, żeś tu przylazł? Ale to, że przylazłeś to jeszcze nic! Musiałeś sobie wziąć moją matkę jako obstawę?! - czułam jak złość wrze we mnie. - I ty się dziwisz, że mam cię czasami ochotę pokroić i zakopać w lesie! Zawsze kurwa strugasz ważniak. Zawsze milusi, zawsze idealny! Aż próchnicy można od ciebie dostać! Wielki anioł potrafiący sobie zjednać każdego, nawet moją matkę, a nie masz jaj nawet, żeby przyjść tu sam! I po ki chuj jej nakłamałeś, że coś do mnie czujesz? Po co ci to?!
- Nie kłamałem! - rzucił.
To co od niego zobaczyłam... szczerość w jego głosie, sprawiło, że mimowolnie cofnęłam się o krok.
- O czym ty bredzisz? - spytałam, ale jakoś cicho.
- Nie wiem. Rozumiesz? Nie wiem... - wyjęczał, a po chwili szybko zbliżył się do mnie. Przyciągnął mnie do siebie. Mocno, stanowczo, tak, że nie mogłam mu się wyrwać. Próbowałam, ale po chwili oparłam policzek na jego torsie. Czułam się jakby mi ktoś odciął zasilanie.
Kiedy Will mnie pocałował, oddałam pocałunek. Nie wiem nawet dlaczego, ale chciałam go. Myślałam, że to był tylko epizod. Tak przecież powinno być. Zaspokoiłam ciekawość i po sprawie. Cholera! Ja go nawet nie lubię! A mimo to tak mi zajebiście dobrze...
- Co my wyrabiamy? - zapytałam szeptem, kiedy Faro nachylił się do moich piersi.
Uniósł mnie i zaniósł na kanapę. Syknęłam kiedy uraził mój strzaskany bok.
- Przepraszam... - wyszeptał całując miejsce, w którym wykwitać zaczął spory siniec. Później zjechał niżej, w dół mojego brzucha. Kiedy rozchylił moje uda i poczułam jego usta, jęknęłam głucho. Jego język wsunął się we mnie. Poczułam fale gorąca, które rozchodziły się wzdłuż mojego kręgosłupa. To co on ze mną robił... To, że oddech rwał mi się, a moje ciało wciąż wychodziło mu naprzeciw... Nie rozumiałam tego... i nie chciałam rozumieć.
Pociągnęłam go gwałtownie, tak by znalazł się na mnie. Pocałował mnie mocno wpijając się w moje usta. Odepchnęłam go i zmusiłam by usiadł.
- Tym razem ja jestem na górze - warknęłam siadając na nim okrakiem.
Wzięłam go w siebie, kiedy wypełnił mnie przeszył mnie przyjemny prąd, od którego jęknęłam głośno.
Faro położył mi dłonie na pośladkach. Kiedy zaczęłam go szybko ujeżdżać, zamruczał jak wielki kot. W jego przyspieszonym oddechu, pomrukach i głuchych jękach widziałam tylko czyste pożądanie. To samo, które czułam teraz ja...
<Will?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz