Kolejny tydzień mojego życia spędziłem na robocie. Tylko w ten sposób mogłem jakoś odpędzić od siebie przykre wydarzenia. Akurat jeśli chodziło o tłumienie w sobie uczuć, to wychodziło mi, to chyba najlepiej. Godziny siedzenia w papierach i przed ekranem komputera. Tylko dwa razy udało mi się wyrwać na jakąś nocną akcję. Nadal nie mogłem spać, a przynajmniej nie w ciszy. Cisza była moim przekleństwem, bo moje niesforne myśli mogły spokojnie rozpocząć penetrowanie mojej głowy. Za to błogosławieństwem stała się muzyka. Zacząłem słuchać muzyki klasycznej, ponieważ tylko dzięki niej zapominałem o wszystkim innym. Smutne i łzawe piosenki tylko potęgowały myślowe zabójstwo. Jeśli chodzi o Kiwi, to stwierdziliśmy, że postaramy się zapomnieć o tej całej pijackiej zabawie. Oczywiście nie było łatwo, ale powoli znów zaczęło być tak jak dawniej. Znów śmialiśmy się razem, a ona stała się zbyt nadopiekuńcza, tak jak wcześniej. Brakowało mi tylko Red'a. Bardzo dobrze wiedziałem, że to on zajmuje się Kajrą. Nie miałem mu tego za złe, zwłaszcza, że nawet nie wiedział jakie były moje uczucia względem niej. Przynajmniej wiedziałem, że jest w dobrych rękach. Red pomimo swojego porywczego charakterku potrafił dobrze zająć się kimś, na komu mu zależy. Nie miałem wątpliwości, że Kajra wyjdzie z tego cało. Nie mogłem jednak powiedzieć tego samego o sobie...
Podciągnąłem się po raz ostatni i zaskoczyłem na ziemię. Wytarłem spocone ręce w ręcznik, który zdjąłem z drążka.
- Widzę, że kondycja ci dopisuje. - usłyszałem za sobą. Odwróciłem się do tyłu i od razu uśmiechnąłem. Kiwi stała oparta o framugę drzwi. Od razu przypomniało mi się, że na początku potrafiła przebywać w siłowni całe dnie. Lubiła patrzeć na pół nagich mężczyzn wyciskających z siebie siódme poty. Wyjątkowo ciekawe hobby.
- Robię co mogę, by skutecznie zabijać demony, Ari. To mój obowiązek. - wytarłem twarz i przewiesiłem sobie ręcznik przez ramię i przeszedłem obok dziewczyny. - Pozwolisz, że pójdę się umyć? Cuchnę. - Kiwi uśmiechnęła się smutno. Uniosłem pytająco brwi.
- Kajra wróciła. - szepnęła nie spuszczając ze mnie swoich zielonych oczu. Mrugnąłem nerwowo dwa razy, po czym uśmiechnąłem się ponownie.
- Dzięki, że mi mówisz. Akurat mam do niej sprawę. - Odwróciłem się i poszedłem w stronę pryszniców. Zrzuciłem z siebie spodnie od dresu i bokserki, po czym włączyłem zimną wodą, by zmyła ze mnie cały pot. Musiałem się z tym zmierzyć. Po tygodniu zapomnienia, należało sobie w końcu przypomnieć i zacząć działać. Kiedy wszystko sobie wytłumaczymy, na pewno oboje poczujemy się lepiej. Wszystko wróci do normy i znów będziemy pałać do siebie niechęcią. Żadnego pożądania... żadnej miłości.
Wyszedłem spod prysznica i po wytarciu całego ciała, zacząłem się ubierać. Wychodząc minąłem drzwi od siłowni. Usłyszałem stłumione jęki i podszedłem sprawdzić, co się dzieję. Przez uchylone drzwi zobaczyłem... Kajre trochę niezgrabnie podciągająca się na drążku. Była odwrócona do mnie tyłem, więc jeszcze mnie nie widziała. Na jej biodrze wciąż widniał, teraz już niewielkich rozmiarów i mało widoczny, siniec. Wszedłem do środka.
- Nie powinnaś się przemęczać. - powiedziałem, a ona od razu odwróciła głowę w moją stronę. Spojrzała na mnie wciąż wisząc na drążku. Zmarszczyła brwi.
- A tobie co do tego? - warknęła i podciągnęła się ponownie, znów odwracając głowę
- Jesteś jedną z najlepszych, więc nie chciałbym cię stracić. Jeżeli nie będziesz na siebie uważać to niedługo będę musiał zakazać ci walki, a tego raczej oboje byśmy nie chcieli. - przeszedłem obok drążka, tak by widzieć jej twarz. Zlustrowałem ją wzrokiem. Pomimo urazów jej ciało nadal było idealne. Stanik sportowy idealnie uwidaczniał jej piersi. A jej umięśniony brzuch... Bezgłośnie przełknąłem ślinę i spojrzałem na jej twarz. Za dużo siły potrzebowała, by znów się podciągnąć. Wiedziałem, że zaraz się to źle skończy. Zmarszczyłem brwi patrząc jak zaciska zęby i napina wszystkie mięśnie.
- Przestań Kajra. Przeceniasz własne siły. - w odpowiedzi wysłała mi wściekły wzrok. Uraziłem ją, ale nie o to mi chodziło. Martwiłem się o nią. Podciągnęła się ponownie i wiedziałem, że jej ręce tego nie wytrzymają. Gwałtownie puściła się drążka i jęknęła cicho. Zdążyłem podpiec i złapać ją jak spadała. Złapała się moich ramion, oddychając ciężko.
- Mówiłem, żebyś się nie przemęczała. Musisz najpierw wrócić do formy. - patrzyłem na włosy przylepione do jej spoconego czoła. Miałem olbrzymią ochotę ją przytulić, pocałować i przeprosić za wszystko. Kajra odepchnęła mnie od siebie nagle i warknęła wściekle:
- Spierdalaj z tymi swoimi radami! - Odwróciła się i łapiąc po drodze ręcznik, poszła w stronę pryszniców. Patrzyłem jak odchodzi. Westchnąłem i przeczesałem mokre włosy palcami. Dlaczego nie potrafię po prostu odpuścić?
<Kajra?>
- Nie powinnaś się przemęczać. - powiedziałem, a ona od razu odwróciła głowę w moją stronę. Spojrzała na mnie wciąż wisząc na drążku. Zmarszczyła brwi.
- A tobie co do tego? - warknęła i podciągnęła się ponownie, znów odwracając głowę
- Jesteś jedną z najlepszych, więc nie chciałbym cię stracić. Jeżeli nie będziesz na siebie uważać to niedługo będę musiał zakazać ci walki, a tego raczej oboje byśmy nie chcieli. - przeszedłem obok drążka, tak by widzieć jej twarz. Zlustrowałem ją wzrokiem. Pomimo urazów jej ciało nadal było idealne. Stanik sportowy idealnie uwidaczniał jej piersi. A jej umięśniony brzuch... Bezgłośnie przełknąłem ślinę i spojrzałem na jej twarz. Za dużo siły potrzebowała, by znów się podciągnąć. Wiedziałem, że zaraz się to źle skończy. Zmarszczyłem brwi patrząc jak zaciska zęby i napina wszystkie mięśnie.
- Przestań Kajra. Przeceniasz własne siły. - w odpowiedzi wysłała mi wściekły wzrok. Uraziłem ją, ale nie o to mi chodziło. Martwiłem się o nią. Podciągnęła się ponownie i wiedziałem, że jej ręce tego nie wytrzymają. Gwałtownie puściła się drążka i jęknęła cicho. Zdążyłem podpiec i złapać ją jak spadała. Złapała się moich ramion, oddychając ciężko.
- Mówiłem, żebyś się nie przemęczała. Musisz najpierw wrócić do formy. - patrzyłem na włosy przylepione do jej spoconego czoła. Miałem olbrzymią ochotę ją przytulić, pocałować i przeprosić za wszystko. Kajra odepchnęła mnie od siebie nagle i warknęła wściekle:
- Spierdalaj z tymi swoimi radami! - Odwróciła się i łapiąc po drodze ręcznik, poszła w stronę pryszniców. Patrzyłem jak odchodzi. Westchnąłem i przeczesałem mokre włosy palcami. Dlaczego nie potrafię po prostu odpuścić?
<Kajra?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz