Zaczęłam się wybudzać i przy okazji czuć ból chyba w każdej części ciała, która mogła boleć. Nie otwierałam oczu, mając nadzieję, że znów zasnę i będzie mi dana chwila wytchnienia jednak nic z tego. Ktoś mi bziakał za uchem, drzwi się otwierały i zamykały co chwilę i ktoś łaził...
- Co to, kurwa, dworzec?! - warknęłam, otwierając oczy i próbując się poruszyć co mi nie wyszło za dobrze.
- Widzę, że wracasz do żywych - zaśmiał się Rai, który jak się okazało siedział tuż obok mnie. - Wiesz, jak ja się martwiłem o ciebie?
Uśmiech na jego twarzy zbladł i poczułam, jak kładzie dłoń na mojej.
- Daj spokój głupolu - syknęłam. - Jestem twardsza niż myślisz. Tyle maszkar już próbowało mnie wykończyć. Jakoś się żadnej nie udało i nie dam się tak łatwo.
- Bardzo się z tego cieszę - powiedział chłopak, znów się uśmiechając.
To jak na mnie patrzył, ta ulga w jego oczach była... dziwna. Jakoś mnie to przerażało. Ciepło jego dłoni mnie przytłaczało.
Wiem co czuł do mnie Rai. Dał mi to do zrozumienia już nie raz. Kiedyś mi to nawet wyznał, fakt, że trzeźwy wtedy nie był, ale wiedziałam, że mówi poważnie. Do tej pory jednak nie traktowałam tego tak całkiem serio... Red był po prostu moim przyjacielem. I jedyną osobą, którą mogłam tak nazwać. On jeden wiedział o mnie wszystko. Wiedział kim jestem, jak pracuję, co robię w wolnych chwilach, jak widzę świat i ludzi... ich emocje. Nie musiałam nic ani nikogo udawać, nawet to, że przez większość czasu byłam wredną suką mu nie przeszkadzało...
Teraz, gdy spoglądałam w te jego zmartwione oczy czułam się okropnie, po prostu okropnie. Nie chciałam mu zrobić krzywdy, ale cokolwiek bym nie zrobiła to on miał ucierpieć. Gdybym zdecydowała się na bliższą znajomość z nim... musiałabym go okłamywać, bo nie czułam do niego tego, co on do mnie. Byłam tego pewna. Tego, że nie kocham go, nie tak, jak powinno się kochać mężczyznę, z którym się jest. Mówienie mu prawdy, nawet jeśli już ją ode mnie usłyszał, także go raniło, bo nie przestał mnie przecież darzyć uczuciem. Widziałam, że się wciąż starał. Był blisko, pomagał, wspierał...
Było jeszcze coś... Coś do czego trudno mi było się przyznać i czego nie odważyłabym się powiedzieć głośno. Byłam dziwnie zawiedziona, że był tu Rai, a nie Will. W końcu to on mnie tu przywiózł. nie żebym pamiętała drogę, ale tylko on był ze mną gdy straciłam przytomność. Ale, chyba tak miało być, prawda? Było fajnie przez chwilę i to wszystko. Seks to seks, nie należy go mylić z niczym innym, a już tym bardziej nie powinno się nadawać mu więcej znaczenia niż miał w rzeczywistości.
- Powinnaś odpocząć - powiedział Red, opierając się o łóżko, na którym leżałam. Wciąż trzymał moją dłoń w swoich.
- Odpocząć? Dzięki, ale nie skorzystam. Za to chętnie bym stąd wyszła.
- Nie możesz. Kiwi chce cię przytrzymać w szpitalu jeszcze kilka dni co najmniej - skwitował.
- Żarty sobie stroisz?! - ryknęłam, czego pożałowałam, bo zakuło mnie momentalnie w boku.
Pewne było, że ja i leżenie kilka dni przykutą do wyra.... Jeszcze w szpitalu?! No to chyba jakiejś jaja.
- Spokojnie, Kaji. Musisz wyzdrowieć. Później będziesz znowu kopać tyłki siepaczom - chłopak znów się uśmiechnął. - Potrzebujesz czegoś? Może ci coś przynieść? - zapytał po chwili.
- Ta... przydałoby mi się kilka ciuchów i innych rzeczy - wymamrotałam, zrezygnowana.
- Powiedz dokładnie co i wszystko ci przywiozę.
Spędziliśmy jeszcze trochę czasu na rozmowie. Nie miałam siły na poważniejsze rozmowy. Na tłumaczenie Red'owi, że jestem mu wdzięczna, ale to mało znaczy też, choć na widok tego jego ogromnego uśmiechu serce mnie bolało... Głupie uczucia. Na pytanie o Ptaszynę też ochoty nie miałam... Skoro nie przyszedł to najwidoczniej miał inne plany. Cóż. Nie powinno mnie to obchodzić.
W końcu zrobiłam się senna, bo jakaś dziewczyna podała mi jakieś leki, coś tam mówiąc przy okazji. Red wyszedł, a ja przytuliłam głowę do poduszki. Miałam się tu chyba wyspać za wszystkie czasy.... Pięknie...
<Ptaszynko, co porabiasz? A i mówiłam bardzo grzecznie, żebyś nie mówił do mnie "Skarbie". Mogę powtórzyć z nożem w dłoni (słodki uśmieszek)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz