poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Kajra - negocjacje

Jak ja nienawidzę tego faceta! 
- To może ja opatrzę ci rany?! - zawołałam za nim. - Słyszałam, że kwas siarkowy to świetny odkażalnik! 
- Może innym razem! - odkrzyknął, a ja jeszcze na odchodne pozdrowiłam go wyciągając w jego stronę środkowy palec.
Ja rozumiem, no dobra, próbuję co i tak mi nie wychodzi, że on tu jest szefem, ale żaby kurwa wątpić w moje umiejętności?! Kpić sobie ze mnie? Nie dość, że miałam dziś zły humor, byłam niewyspana, to jeszcze mam negocjować, zamiast urwać poczwarze łeb. No nic, zdarza się. Jak mi potwór nadepnie na odcisk to posiekam na plastry.
Przeszłam do bloku informacyjnego.
- Red, rzuć się obecną pozycją Morrigan - zażądałam.
- Się robi - powiedział z uśmiechem. - Wybierasz się z nią pogadać?
- Taaa...
Zerknęłam na papiery dotyczące demona. Było bardzo mało informacji o jej przewinieniach. Czyli była znakomitym materiałem na przyszłego członka zespołu.  Nie lubiłam demonów i praca z nimi była dla mnie uciążliwa, ale cóż jak mus to mus.
- Powodzenia! - krzyknał za mną chłopak.
- Dzięki.
Wyszłam z bazy i od razu skierowałam się w stronę obrzeży miasta. W czasie jazdy wyciągnęłam ze schowka broń. Pistolet wylądował w kaburze, a zestaw noży w pochwach ukrytych na różnych miejscach mojego ciała. Miałam ostrza w długich butach, sprężynowe na przedramionach i przy pasku na biodrach. Jeszcze tylko wzmacniana kurtka i mogłam iść bawić się z demonami. Już dawno nauczyłam się, że lepiej targać przy sobie za dużo żelastwa niż zostać bezbronnym.
Zaparkowałam samochód i wysiadłam. Okolica była wyludniała i nie nastrajała do spacerów. Było tu szaro, ponuro i brudno. Tam jakiś magazyn, tu ruina budynku, a przede mną nieduży, stary cmentarz.
Morrigan musiała żywić się mięsem, każdy demona musiał, a szczególnie taki, który musiał nazbierać wystarczająco energii, by utrzymać przy życiu martwe ciało. Nie zabijała ludzi więc żarła zwłoki, albo zwierzęta. Okropności, ale tak to wyglądało i lepiej, że tak.
Wkroczyłam na cmentarz pewnie, ale niespiesznie. Ręce trzymałam w kieszeniach, jakbym szła tylko na spacer. Mój słuch i intuicja prowadziły mnie wąskimi alejkami między nadkruszonymi nagrobkami. Wszystko zarosło dość gęsto. Wysoka, zeschnięta trawa i chaszcze upstrzone były kwiatami powójki. Niby taki chwast, a jednak ładny.
Powoli doszłam do sporej krypty. Kłódka była zerwana, otworzyłam więc drzwi i weszłam do środka. Słyszałam złość z lewej. Demon.
- Odejdzie - syknęła Morrigan. Nie wiem dlaczego, ale wiele demonów mówiło w dziwny sposób, nawet zwracając się do kogoś mówił w trzeciej osobie, mówiły tak także o sobie. Nie "Ja" tylko "Ona". Nadawały także innym imiona, jakby te, które mieli były niewłaściwe. Ja byłam Panią Morderczynią lub Widzącą Strach.
- No niestety nie ma takiej możliwości - odwróciłam się do źródła dźwięku.
Widziałam czarne wężowate, dymiące kształty. Tak wyglądała nienawiść, którą słychać było nawet w oddechu demona. ale czerń przysłaniały szare, proste smugi strachu.
- Syn Światła ją przysłał? Przysłał Panią Morderczynię.
- Owszem.
- Morrigan nie zabrała życia, nie złamała zasad Syna Światła. To ciało - wyszła z cienia i uderzyła się w pierś. - Życie odeszło, zanim Morrigan przyszła.
- Wiem. I dlatego jeszcze stoisz i rozmawiamy. W przeciwnym razie pociachałabym martwego żywiciela, a ciebie odesłała precz do piekła.
- Pani Morderczyni chce rozmawiać? - demon rozejrzał się czujnie wciąż zachowując dystans. W jej głosie widać było szare kłęby niepewności, przecinane czerwonymi żyłkami podejrzliwości.
- Wiem, że nie jesteś jak inne demony, że nie chcesz krzywdzić ludzi. Wiem też, że tam na dole nie przepadają za takimi jak ty. Być może możemy pomóc sobie wzajemnie.
- Pomóc? Chce, żeby Morrigan poszła z Panią Morderczynią? Żeby stanęła przed Synem Światła? Nie... Morrigan nie może. Gdyby Mroczni Panowie się dowiedzieli. Skazaliby Morigan na wieczne męki.
Znów strach, jak szare ślady bo biczu, przecinał jej obraz.
- Gdyby twoi panowie mieli faktycznie tak wielką władzę jak sądzisz to mnie by tu nie było. Dobrze wiesz, że prędzej czy później będziesz musiała stanąć po którejś ze stron. Zastanów się. Oni co najwyżej zrobią z ciebie mięso armatnie - nie proponowałam jej przyjaźni, czy czegokolwiek w tym stylu. To byłby absurd.i totalny debilizm. Współpracowaliśmy z demonami takimi jak Morrigan, bo mieliśmy kilka wspólnych celów. Oni byli wyrzutkami, które nie chciały, żeby ich panowie wydostali się na zewnątrz, my też chcieliśmy utrzymać siepaczy z dala od ludzkiego świata. No i dostarczaliśmy im mięso, przez co nie musiały kryć się w miejscach takich jak ten cmentarz. Demony potrafiły lokalizować pęknięcia w zasłonie, a nawet ocenić ile siepaczy zmierza do świata ludzi. Nasi sprzymierzeńcy dawali nam informacje dzięki czemu mogliśmy interweniować w porę. To był dość dobry układ, nawet jeżeli w chwilach konfrontacji demony dawały nogę, tak, by im się nie oberwało od siepaczy.
- Morrigan pomyśli.
Usłyszałam szmer i zobaczyłam czarne kłębowisko węży z których ciał sączył się gęsty dym przecinany jaskrawo czerwonymi błyskawicami gniewu.
- Nie masz zbyt wiele czasu - powiedziałam odwracając się błyskawicznie w stronę dźwięku. Drzwi rozwarły się gwałtownie. Morrigan wrzasnęła i skurczyła się. Obcy demon zaatakował mnie. Był to pasożyt, w żywym żywicielu. Widziałam delikatny jasny punkt. Nic życia.
Uskoczyłam zgrabnie i zdzieliłam potwora w tył głowy. Demon padł. Była to młoda poczwara, na dodatek widać było, że opętał ciało bardzo niedawno, może godzinę, dwie temu. Nie miał jeszcze kontroli nad ciałem, nie ujawnił mocy i nie zakorzenił się, był tylko upierdliwym młodzikiem, któremu się zabrało na podsłuchiwanie i zgrywanie kozaka.
Przyciskałam leżącego twarzą do dołu demona własnym ciałem,. pochyliłam się i zaczęłam nucić do ucha potwora. Moje słowa sprawiały, że demon rozciągał się, to znów kurczył we wnętrzu dziewczyny. W końcu zawył przeciągle i zwiał gdzie pieprz rośnie.
Wstałam spoglądając na dziewczynę, którą ogłuszył mój cios. Niedługo się obudzi na kacu i z luką w życiorysie. Ciekawe co sobie pomyśli? Nie pamiętając ostatnich godzin, budząc się z wielkim guzem w takim miejscu.
Morrigan siedziała zwinięta w kłębek i spoglądała na mnie ze strachem.
- Idziesz? - spytałam.
Zawahała się, ale wstała. Wyszłam z krypty, ona za mną. Gdy wsiadłam do samochodu, ona zrobiła to samo. Usiadała jednak na tylnym siedzeniu, jak najdalej ode mnie. Ruszyłyśmy szybko do bazy. Komitet powitalny już czekał.
- Proszę za mną - zwrócił się ktoś do demona. Sam z nim z resztą był.

<Will? A Ty co porabiasz?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz