piątek, 18 kwietnia 2014

Kajra - za głupotę... i za odwagę.

Same, kurwa, kłopoty z tym facetem. Wpada tu robiąc za pieprzonego mediatora i dyplomatę, wyrzuca mi jaka to ja zła i jeszcze przez niego moja mama wpada w panikę.
- Siad! - warknęłam na niego, wskazując fotel.
Spojrzał na mnie jakbym mu matkę łyżką do lodów utłukła, ale posłuchał.
Otworzyłam drzwi. Moja matka, jak to było do przewidzenia chciała zapuścić żurawia do mojego pokoju.
- Kaji, wszystko gra? - spytała, a jej głos wyglądał jak czarno, żółte plamy. Panika. 
- Wszystko gra. Tylko rozmawialiśmy...
- Na pewno,skarbie?
- Tak, mamo. Możesz jechać. Wszystko mam pod kontrolą - zapewniłam.
- Dobrze... Skarbie, uważaj na siebie - moja mama i jej wieczne zamartwianie się.
- Będę. A w razie czego pogotowie po niego przyjedzie - mruknęłam już tylko do siebie, bo moja matka zeszła już na dół.
Weszła z powrotem do pokoju i westchnęłam ciężko.
- Sam trafisz czy mam ci mało delikatnie wskazać drzwi? - spytałam, bo zaczęło mnie poważnie wnerwiać to jak Will się na mnie gapił. 
- Jeszcze nie skończyliśmy - burknął.
- Taa..? - zapytałam.
- Owszem. Prosiłem o szansę, na to, żebym mógł zmienić twoje nastawieni do mnie.
Zaśmiałam się, niemal autentycznie radośnie. 
- Po pierwsze, Ptaszynko, nie prosiłeś - warknęłam. - Po drugie nie ma na to większych szans...
- Czyli mam według ciebie same wady? - spytał podchodząc do mnie. Ta bliskość nie pasowała mi. Czułam się dziwnie gdy stał ledwie kilka centymetrów ode mnie i patrzył mi w oczy z tą dziwną zaciętością i zainteresowaniem.
- Masz jedną zaletę - syknęłam.
- Jaką? 
- Masz niezły tyłek - posłałam mu jadowity uśmiech i obrzuciłam wzrokiem jego dolne partie ciała.
Willy Ptaszyna zbaraniał. Najwidoczniej moje słowa całkiem zbiły go z tropu. No i prawidłowo. Po chwili jednak facet otrząsnął się i zrobił coś za co powinnam mu na miejscu kark skręcić. Chwycił mnie mocno i pocałował. Wyrwałam się oburzona i przyjebałam mu w szczękę, aż go zgięło.
- Cholerny kretyn! To za głupotę - warknąłem gdy podniósł się rozmasowując pyszczek. - A to za odwagę, dupku - dodałam i chwyciwszy go za koszulę, przyciągnęłam do siebie. 
Wiem, że to wybitnie głupie, ale nabrałam na niego ochoty. Faro miał naprawdę fajny tyłek. Miał też w sobie coś co sprawiało, że chciałam... Sama nie wiem. Spróbować go? Wiedziałam, że to niezbyt mądre, choć biorąc pod uwagę poczucie moralności Willa może z tego wyjść coś z czego będzie się można ponabijać.
Faro trzymał mnie blisko siebie, jakby bał się, że mu ucieknę, albo znowu mu przypieprzę. No i muszę przyznać, że kiedy złapał mnie mocno za tyłek miałam taki odruch, żeby mu się odwinąć. Powstrzymałam to jednak i wkrótce opadliśmy ciężko na łóżko.
Nasze usta wciąż zachłannie łączyły się ze sobą. Dłonie chłopaka szybko i niecierpliwie badały moje ciało. Kiedy pospiesznie zdjął ze mnie bluzkę i gorącymi ustami dotknął moich piersi przygryzłam wargi i wygięłam się wychodząc mu na spotkanie. Moje dłonie szarpnęły jego koszulę. Usłyszałam trzask targanego materiału, a kilka guzików odpadło.
- Upss.. - syknęłam odrzucając ciuch gdzieś w kąt. Faro był jednak zbyt zajęty majstrowaniem przy moich spodniach, które wkrótce leżały obok łózka wraz z resztą jego garderoby, która ocalała.
Czułam rosnący ogień w żyłach, a w przyspieszonym oddechu Willa widziałam karminowe fale rozkoszy, przetykane złotymi błyskawicami bólu, gdy szarpnęłam go gwałtownie przyciągając do siebie.
- I tak cię nienawidzę - wysapałam gdy poczułam jak napiera na mnie. Faro zaśmiał się na to i pocałował mnie mocno, wchodząc we mnie jednocześnie. Jęknęłam głucho w jego usta i zacisnęłam dłonie na jego ramionach.

<Will? :* >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz