Zacząłem gorączkowo szukać swoich bokserek i reszty ubrań. Kiwi leżała naga na łóżku. Najwidoczniej nadal była w szoku i nie dziwiłem się jej. Wystarczyło, żeby Red wszedł i zobaczył nas uprawiających pijacki seks, aby rozjaśniło nam się w głowie, a cały alkohol wyparował z naszego organizmu. Nie miałem pojęcia jak to się mogło stać. W świetle ostatnich wydarzeń, wydawało mi się, że to co zrobiliśmy było jeszcze większym błędem, niż to co robiłem z Kajrą. Skompletowałem swoje rozrzucone ciuchy i zacząłem się ubierać. Nie było to łatwe, bo pomimo, że potrafiłem już myśleć jasno i logicznie, to w głowie nadal mi huczało od nadmiaru alkoholu. Kiedy w końcu stanąłem w pełni ubrany, podszedłem do Kiwi. Dziewczyna zasnęła, więc ułożyłem ją wygodnie na środku materaca i przykryłem kołdrą. Zazdrościłem jej, bo wiedziałem, że ja bym nie dał rady w tej sytuacji po prostu pójść spać. Spojrzałem na nią i westchnąłem głośno. Miałem tylko nadzieję, że to co się dzisiaj stało, nie będzie miał wpływu na naszą przyjaźń.
Wyszedłem z pokoju z zamiarem odwiedzenia Kajry. Pewnie Rai już zdążył jej opowiedzieć co się stało, więc chciałem spróbować się wytłumaczyć. Tylko po co miałem się jej tłumaczyć? Czy naprawdę łączyło nas coś, oprócz tych dwóch nocy spędzonych razem? Kajra dała mi do zrozumienia, że to tylko seks, ale chyba po prostu miałem nadzieję, że mimo wszystko to coś więcej. Okłamywanie siebie samego wychodziło mi wyjątkowo łatwo, ale musiałem to przerwać. Między mną i Kajrą nigdy nic nie było i nie będzie. Nie znosimy się od samego początku i tak powinno zostać. Tym bardziej, że gdybym próbował to zmienić, nie tylko ja bym ucierpiał, ale także i Red. Straciłbym przyjaciela, a na to sobie pozwolić nie mogłem. Lepiej nie komplikować sobie życia bez powodu. Zamiast do Kajry udałem się do wyjścia. Musiałem się przewietrzyć, bo robiło mi się duszno pod tą ziemią. Nie spieszyłem się zbytnio, chociaż miałem dzisiaj strasznie dużo roboty. Ostatnie dwa dni nie robiłem prawie nic i miałem spore zaległości w swoich obowiązkach. Po drodze zajrzałem do Alaris i spytałem się o jakieś ciekawe zlecenia.
Wyszedłem z pokoju z zamiarem odwiedzenia Kajry. Pewnie Rai już zdążył jej opowiedzieć co się stało, więc chciałem spróbować się wytłumaczyć. Tylko po co miałem się jej tłumaczyć? Czy naprawdę łączyło nas coś, oprócz tych dwóch nocy spędzonych razem? Kajra dała mi do zrozumienia, że to tylko seks, ale chyba po prostu miałem nadzieję, że mimo wszystko to coś więcej. Okłamywanie siebie samego wychodziło mi wyjątkowo łatwo, ale musiałem to przerwać. Między mną i Kajrą nigdy nic nie było i nie będzie. Nie znosimy się od samego początku i tak powinno zostać. Tym bardziej, że gdybym próbował to zmienić, nie tylko ja bym ucierpiał, ale także i Red. Straciłbym przyjaciela, a na to sobie pozwolić nie mogłem. Lepiej nie komplikować sobie życia bez powodu. Zamiast do Kajry udałem się do wyjścia. Musiałem się przewietrzyć, bo robiło mi się duszno pod tą ziemią. Nie spieszyłem się zbytnio, chociaż miałem dzisiaj strasznie dużo roboty. Ostatnie dwa dni nie robiłem prawie nic i miałem spore zaległości w swoich obowiązkach. Po drodze zajrzałem do Alaris i spytałem się o jakieś ciekawe zlecenia.
- To co zwykle. Siepacze i pasożyty. Hmmm... Jest też jedna na negocjacje. Trudna sprawa z tym pasożytem, bo nie jest przekonany do współpracy. Już od dłuższego czasu przebywa w opuszczonej fabryce na obrzeżach miasta. Z tego co pamiętam niektórych próbowało nawiązać kontakt, ale z marnym skutkiem. Dlatego teraz jest zalecenie, by w wypadku niechęci do współpracy, po prostu zabić potwora. - wyjaśniła mi kobieta uśmiechając się do mnie uprzejmie. Podziękowałem jej i wyszedłem na korytarz. Poszedłem do wyjścia postanawiając zabawić się z pasożytem. Dzisiaj wyjątkowo nie miałem ochoty na krwawą jadkę, więc nie pokusiłem się na siepacza. Zabrałem wszystko czego potrzebowałem, czyli spluwę i parę sztyletów... tak w razie czego, no i oczywiście kluczyki do motoru, który czekał na mnie na zewnątrz. Mój humor się poprawił, bo starałem się nie myśleć, o Kajrze i Kiwi. A przynajmniej tak było dopóki jej nie zobaczyłem. Wychodziła, a raczej była wynoszona przez Red'a z siedziby. Spojrzałem w ich stronę i od razu podchwyciłem jej wzrok, ale ona jak gdyby nigdy nic odwróciła się i wtuliła w Rai'a. Poczułem ogień, który szybko się rozchodził po moim ciele. Byłem wściekły, chociaż nie powinienem mieć ku temu podstaw. Red wsadził ją do samochodu, a po chwili odjechał, zupełnie mnie nie zauważając. Był zbyt zajęty Kajrą. Zdusiłem w sobie chęć pojechania z nimi. Wskoczyłem na motor i ruszyłem w przeciwną stronę, chociaż oznaczało to okrężną drogę. Śmignąłem przez miasto, cudem nie ginąc pod kołami aut. Ten pasożyt będzie miał szczęście, jeśli od razu nie odetnę mu łba. Kiedy dojechałem na miejsce, zatrzymałem motor i praktycznie wbiegłem do opuszczonego budynku. Nie starałem się być cicho, bo nie miałem na to ochoty. W tamtej chwili chciałem dać upust złości. Demon nie pokazał się od razu. Przechadzałem się po pomieszczeniu z latarką i pistoletem w ręku. Po paru minutach usłyszałem przeraźliwy krzyk.
- Pójdzie stąd! - wrzasnął pasożyt bombardując mnie kulami wody. Magia nic mu nie dała, bo moja tarcz wszystko wchłonęła. Kiedy zauważył, że nadal stałem w tym samym miejscu, wkurwił się jeszcze bardziej. Nie przybliżył się, bo nie chciał prawdopodobnie ryzykować, ale też nie zaatakował jeszcze raz. Nastała głucha cisza, która na pewno nie wróżyła nic dobrego. Po chwili potwór rzucił się na mnie z lewej, ale byłem na to przygotowany. Odwróciłem się błyskawicznie i złapałem go za nadgarstki, wykręcając je od razu w dwie różne strony.
- Nie przyszedłem tu cie namawiać, pasożycie! Jeśli nie będziesz współpracować z wielką przyjemnością rozpruje cię na kawałki, ale nie jestem pewny, czy tego właśnie pragniesz! - wrzasnąłem, po czym kopnąłem go w brzuch. Demon upadł na ziemie, ale najwyraźniej nie miał dość. Wstał i rzucił się na mnie ponownie, tym razem z trochę lepszym powodzeniem. Na szczęście zadrapał mi tylko trochę policzek, bo poczułem cieknącą po nim ciecz. Chwyciłem szybko sztylet i wbiłem go z całej siły w łapę pasożyta, który zaczął wrzeszczeć z bólu. Odepchnął się ode mnie i upadł na podłogę, próbując pozbyć się metalu z kończyny. Nie chciało mi się dłużej z nim bawić, więc wziąłem pistolet i wycelowałem w białowłosą głowę potwora. W tym momencie nie miał jak się bronić, bo był zbyt daleko ode mnie. Mógł tylko próbować magii, ale dobrze wiedział, że nie wyjdzie na tym dobrze. Już miałem naciskać za spust, kiedy demon wrzasnął wściekle.
- Dobra! Aeola się zgadza. Pójdzie z tobą, tylko nie zabieraj jej ciała! - nie opuściłem broni, bo mógł to być podstęp. Wyjąłem jednak komórkę i zadzwoniłem do Alaris, prosząc żeby przysłała kogoś po pasożyta. Dziewczyna powiedziała, że ktoś przyjedzie w ciągu dziesięciu minut. Przez cały czas oczekiwania, trzymałem muszkę na głowie demona, w razie gdyby czegoś próbował. Był jednak grzeczny, aż do samego końca. Kiedy inny demon, który z nami współpracował przyjechał, pasożyt był zdecydowanie bardziej zadowolony. Spokojnie wsiadł do samochodu i pojechał do siedziby. Ja wsiadłem na motor i pojechałem przed siebie. Musiałem coś ze sobą zrobić, bo nie miałem ochoty wracać.
<Kajra? Co tam u ciebie Skarbie? :3>
- Pójdzie stąd! - wrzasnął pasożyt bombardując mnie kulami wody. Magia nic mu nie dała, bo moja tarcz wszystko wchłonęła. Kiedy zauważył, że nadal stałem w tym samym miejscu, wkurwił się jeszcze bardziej. Nie przybliżył się, bo nie chciał prawdopodobnie ryzykować, ale też nie zaatakował jeszcze raz. Nastała głucha cisza, która na pewno nie wróżyła nic dobrego. Po chwili potwór rzucił się na mnie z lewej, ale byłem na to przygotowany. Odwróciłem się błyskawicznie i złapałem go za nadgarstki, wykręcając je od razu w dwie różne strony.
- Nie przyszedłem tu cie namawiać, pasożycie! Jeśli nie będziesz współpracować z wielką przyjemnością rozpruje cię na kawałki, ale nie jestem pewny, czy tego właśnie pragniesz! - wrzasnąłem, po czym kopnąłem go w brzuch. Demon upadł na ziemie, ale najwyraźniej nie miał dość. Wstał i rzucił się na mnie ponownie, tym razem z trochę lepszym powodzeniem. Na szczęście zadrapał mi tylko trochę policzek, bo poczułem cieknącą po nim ciecz. Chwyciłem szybko sztylet i wbiłem go z całej siły w łapę pasożyta, który zaczął wrzeszczeć z bólu. Odepchnął się ode mnie i upadł na podłogę, próbując pozbyć się metalu z kończyny. Nie chciało mi się dłużej z nim bawić, więc wziąłem pistolet i wycelowałem w białowłosą głowę potwora. W tym momencie nie miał jak się bronić, bo był zbyt daleko ode mnie. Mógł tylko próbować magii, ale dobrze wiedział, że nie wyjdzie na tym dobrze. Już miałem naciskać za spust, kiedy demon wrzasnął wściekle.
- Dobra! Aeola się zgadza. Pójdzie z tobą, tylko nie zabieraj jej ciała! - nie opuściłem broni, bo mógł to być podstęp. Wyjąłem jednak komórkę i zadzwoniłem do Alaris, prosząc żeby przysłała kogoś po pasożyta. Dziewczyna powiedziała, że ktoś przyjedzie w ciągu dziesięciu minut. Przez cały czas oczekiwania, trzymałem muszkę na głowie demona, w razie gdyby czegoś próbował. Był jednak grzeczny, aż do samego końca. Kiedy inny demon, który z nami współpracował przyjechał, pasożyt był zdecydowanie bardziej zadowolony. Spokojnie wsiadł do samochodu i pojechał do siedziby. Ja wsiadłem na motor i pojechałem przed siebie. Musiałem coś ze sobą zrobić, bo nie miałem ochoty wracać.
<Kajra? Co tam u ciebie Skarbie? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz