- Sugerujesz, że twoja mama ma mnie za groźnego typa? - zapytałem z przekąsem.
- Nic nie sugeruje. - spojrzała na mnie poważnie. - Tak po prostu jest.
Zrobiłem obrażoną minę. Po chwili wstałem i podszedłem do drzwi. Kajra pewnie coś ode mnie wyczuła, bo od razu chciała mnie zatrzymać.
- Gdzie idziesz? - zapytała stając przede mną i zasłaniając mi drzwi.
- Przekonać twoją mamę, że nie jestem, aż taki zły jak jej się wydaje. Jestem w jakiejś części aniołem, nie mogę sobie pozwolić na to by ktoś tak o mnie myślał. - Odpowiedziałem. Kajra pokręciła głową i zaśmiała się sarkastycznie.
- Bo co? Twoja duma na tym ucierpi? Wierz mi nie każdy cię lubi i nie każdy uważa cię za ekstremalnie dobrą osobę...
- Zgaduje, że jesteś nią ty.
- To nie tajemnica. Tak. Nie lubię cię i nie mam zamiaru polubić. - jej ton był stanowczy, ale jakoś bardzo chciałem zrobić jej na złość.
- To może daj mi chociaż szansę to zmienić? Sama nie jesteś przykładem najbardziej lubianej osoby roku. - Odburknąłem obrażony. Splotłem razem ręce na piersi na znak, że nie odpuszczę.
- Tyle, że ja nie przekonuje do siebie ludzi na siłę. W przeciwieństwie do ciebie, potrafię pogodzić się z faktem bycia nie lubianą. - Też splotła razem ręce, jeszcze bardziej uwidaczniając piersi w głębokim dekolcie. Z trudem odwróciłem od niej wzrok.
- Wiesz jaki jest twój problem? Nie potrafisz przestać narzekać na innych i zawsze wytykasz innym błędy, nie zwracając uwagi na swoje, które także popełniasz. - powiedziałem bardziej do ściany niż do niej. Kurna... co się ze mną dzieje?!
- Może dlatego, że ich nie popełniam? Przyznaj, boisz się, że będę lepsza od ciebie. Boisz się, że przerośnie cię zwykła śmiertelniczka i to do tego kobieta. Prawda! - krzyknęła robiąc krok w moją stronę.
- O czym ty gadasz!? W Hunters jest wiele osób lepszych ode mnie! Sam Red jest lepszy, bo ma skrzydła, a ja nie mam! I wiesz co! Mam to gdzieś, bo to ja jestem szefem i mnie musicie słuchać, a nie jego! - Patrzyłem na nią, czekając na jej kolejny ruch. Ale ona nic nie powiedziała, tylko patrzyła się na mnie zabójczym wzrokiem. Czy jej oczy zawsze były takie duże i przenikliwe? "Ogarnij się Will..." skarciłem się w myślach.
- Przed wszystkimi tak udajesz, że jesteś dobrym i pomagającym aniołkiem? Teraz widzę jaki jesteś naprawdę... I podoba mi się to bardziej, od tego milutkiego, wpieprzającego się we wszystko Will'a. - Powiedziała w końcu nie odwracając ode mnie wzroku.
- I kto to mówi Kajra... Ty zawsze musisz wtrącić swoje trzy grosze, co często tylko pogarsza sprawę. - Ściągnąłem brwi. Czułem się dziwnie mówiąc to wszystko. Oczywiście to wszystko było prawdą... a przynajmniej tak sądziłem do niedawna. Teraz już niczego nie byłem pewny. Dziwne zainteresowanie Kajrą trochę mnie zaskoczyło i zaniepokoiło.
- Sądzę, że minąłeś się z powołaniem, powinieneś być księdzem, prawienie kazań masz już obcykane... ale nad naprawianiem świata na siłę i nawracaniem na dobrą ścieżkę musisz jeszcze trochę popracować. - Odburknęła złośliwie, choć z trochę mniejszym przekonaniem niż wcześniej.
- Dobra! Skoro tak uważasz! Niech ci będzie! Nie będę już robił nic na siłę! I jeszcze... - nie dokończyłem, bo usłyszałem pukanie do drzwi. Obydwoje odwróciliśmy się w ich stronę ze lekkim zdziwieniem.
- Wszystko w porządku Kajra? - zapytała jej mama z drugiej strony.
- No i co zrobiłaś? Za bardzo się darłaś! - szepnąłem do niej.
- To ty się darłeś idioto!
- Kajra? - zawołała znowu jej mama.
<Kajra?>
- Nic nie sugeruje. - spojrzała na mnie poważnie. - Tak po prostu jest.
Zrobiłem obrażoną minę. Po chwili wstałem i podszedłem do drzwi. Kajra pewnie coś ode mnie wyczuła, bo od razu chciała mnie zatrzymać.
- Gdzie idziesz? - zapytała stając przede mną i zasłaniając mi drzwi.
- Przekonać twoją mamę, że nie jestem, aż taki zły jak jej się wydaje. Jestem w jakiejś części aniołem, nie mogę sobie pozwolić na to by ktoś tak o mnie myślał. - Odpowiedziałem. Kajra pokręciła głową i zaśmiała się sarkastycznie.
- Bo co? Twoja duma na tym ucierpi? Wierz mi nie każdy cię lubi i nie każdy uważa cię za ekstremalnie dobrą osobę...
- Zgaduje, że jesteś nią ty.
- To nie tajemnica. Tak. Nie lubię cię i nie mam zamiaru polubić. - jej ton był stanowczy, ale jakoś bardzo chciałem zrobić jej na złość.
- To może daj mi chociaż szansę to zmienić? Sama nie jesteś przykładem najbardziej lubianej osoby roku. - Odburknąłem obrażony. Splotłem razem ręce na piersi na znak, że nie odpuszczę.
- Tyle, że ja nie przekonuje do siebie ludzi na siłę. W przeciwieństwie do ciebie, potrafię pogodzić się z faktem bycia nie lubianą. - Też splotła razem ręce, jeszcze bardziej uwidaczniając piersi w głębokim dekolcie. Z trudem odwróciłem od niej wzrok.
- Wiesz jaki jest twój problem? Nie potrafisz przestać narzekać na innych i zawsze wytykasz innym błędy, nie zwracając uwagi na swoje, które także popełniasz. - powiedziałem bardziej do ściany niż do niej. Kurna... co się ze mną dzieje?!
- Może dlatego, że ich nie popełniam? Przyznaj, boisz się, że będę lepsza od ciebie. Boisz się, że przerośnie cię zwykła śmiertelniczka i to do tego kobieta. Prawda! - krzyknęła robiąc krok w moją stronę.
- O czym ty gadasz!? W Hunters jest wiele osób lepszych ode mnie! Sam Red jest lepszy, bo ma skrzydła, a ja nie mam! I wiesz co! Mam to gdzieś, bo to ja jestem szefem i mnie musicie słuchać, a nie jego! - Patrzyłem na nią, czekając na jej kolejny ruch. Ale ona nic nie powiedziała, tylko patrzyła się na mnie zabójczym wzrokiem. Czy jej oczy zawsze były takie duże i przenikliwe? "Ogarnij się Will..." skarciłem się w myślach.
- Przed wszystkimi tak udajesz, że jesteś dobrym i pomagającym aniołkiem? Teraz widzę jaki jesteś naprawdę... I podoba mi się to bardziej, od tego milutkiego, wpieprzającego się we wszystko Will'a. - Powiedziała w końcu nie odwracając ode mnie wzroku.
- I kto to mówi Kajra... Ty zawsze musisz wtrącić swoje trzy grosze, co często tylko pogarsza sprawę. - Ściągnąłem brwi. Czułem się dziwnie mówiąc to wszystko. Oczywiście to wszystko było prawdą... a przynajmniej tak sądziłem do niedawna. Teraz już niczego nie byłem pewny. Dziwne zainteresowanie Kajrą trochę mnie zaskoczyło i zaniepokoiło.
- Sądzę, że minąłeś się z powołaniem, powinieneś być księdzem, prawienie kazań masz już obcykane... ale nad naprawianiem świata na siłę i nawracaniem na dobrą ścieżkę musisz jeszcze trochę popracować. - Odburknęła złośliwie, choć z trochę mniejszym przekonaniem niż wcześniej.
- Dobra! Skoro tak uważasz! Niech ci będzie! Nie będę już robił nic na siłę! I jeszcze... - nie dokończyłem, bo usłyszałem pukanie do drzwi. Obydwoje odwróciliśmy się w ich stronę ze lekkim zdziwieniem.
- Wszystko w porządku Kajra? - zapytała jej mama z drugiej strony.
- No i co zrobiłaś? Za bardzo się darłaś! - szepnąłem do niej.
- To ty się darłeś idioto!
- Kajra? - zawołała znowu jej mama.
<Kajra?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz