Leżałam sobie do góry tyłkiem, wcinałam gorzką czekoladę i oglądałam jakiś durnowaty film, w których latali kolesie i naparzali się po mordach. Dobrze, że chociaż byli bez koszulek, to było się na co pogapić.
Przerwał mi telefon.
- Taaa...? - mruknęłam, bo akurat wpychałam do buzi kolejną kostkę czekolady.
Ogłoszono alarm, no i oczywiście to mnie Willy kazał ściągnąć.
- Łeb mu kiedyś upierdolę i to przy samej dupie - warczałam biorąc zestaw noży sprężynowych i giwerę z szafki.
Zbiegłam po schodach i wskoczyłam do samochodu. Jadąc na miejsce nałamałam sporo przepisów. I tak mandaty przyjdą na Will'a.
Wysiadłam z samochodu akurat gdy Will i Red podjechali.
- No hej Słonko! - zaśmiał się Red na mój widok.
- Uważaj, bo się poparzysz - powiedziałam z jadowitym uśmieszkiem.
Chłopak wyszczerzył się na to jeszcze bardziej.
- Później się poślinisz, teraz proponuję się brać do roboty - burknął Faro.
- No to na co czekacie? - zapytałam chwytając ostrza i wbiegając cicho do budynku.
Czułam zapach dymu i siarki. Ciężki i gryzący. Normalka w miejscach gdzie rozrywa się zasłona i te paskudy wypełzają do naszego świata. Zobaczyłam grupę poskręcanych, potwornych kształtów tuż przed nami. Chłopaki zdjęli trójkę potworów, ostatni padł gdy wbiłam mu ostrze w krtań i szarpnęłam ku górze, rozcinając mu czaszkę.
- Rozdzielimy się - powiedział Will.
- Jak wrócicie z płaczem to będzie niezły ubaw - zawołam na odchodne i pognałam korytarzem.
Wpadłam między potworki. Dwa padły. Reszta przykleiła się do mnie wyjąc. Puściłam się biegiem. Noże zastąpiłam pistoletem. Wybiegłam do obszernego pomieszczenia i wskoczyłam na półkę. Wycelowałam i dwa kolejne potwory gryzły ziemię. Niestety jeden rąbnął w szafki. Zachwiałam się. Udało mi się przeskoczyć na inną, ale boleśnie strzaskałam przy tym biodro.
Koło twarzy przeleciała mi kula ognia. Spojrzałam na potworki. Pośród ocalałej dwójki pcheł stał trzeci, większy i na dodatek płonął.
Wystrzeliłam celując mu między oczy. Dostał, zachwiał się i... nic. No kurwa pięknie. Zarobił jeszcze trzy kulki, ale to chyba tylko go wkurzyło,. bo ruszył na mnie z rykiem i posłał kolejną kulę ognia, która pięknie osmaliła mi prawy bok. Dobrze, że miałam wdzianko ochronne, bo inaczej marnie by to było.
Zdjęłam dwie pchły i musiałam ratować się ucieczką, bo ich wkurwiony szefuncio zaczął na mnie szarżować.
Zdjęłam dwie pchły i musiałam ratować się ucieczką, bo ich wkurwiony szefuncio zaczął na mnie szarżować.
Siepacz ryknął wściekle, a regały zaczęły się palić.
Odskoczyłam, a on znów puścił się biegiem na mnie. Udało mi się zrobić unik. Rzuciłam nożem, pośliznęłam się na zgliszczach, trafiłam tylko między łopatki, a nie w łeb. Drugi nóż już trafił. Wydawało się, że się udało, bo potwór krwawił obficie, a jego płonąca posoka sprawiała, że dymił ostro. Niestety ostrza zaczęły się topić, a stwór wstał wściekły choć nieco osłabiony.
- Noż kurwa to były moje ulubione noże! - warknęłam i odskoczyłam, bo śmignęła na mnie kolejna porcja ognia.
Wyprułam biegiem na korytarz i ku wyjściu. Żądny zemsty demon ruszył za mną.
Trzeba było coś wymyślić i to szybko. Fontanna!
Wskoczyłam na kamiennego demona, pode mną znajdował się wypełniony wodą basen fontanny. Uchyliłam się przed kolejną ognistą niespodzianką.
- No chodź, głupa kurwo - warknęłam na demona. - Tak mnie chcesz to po mnie przyjdź!
Znów wystrzeliłam trafiając ją w głowę i klatkę piersiową.
Siepacz ruszył z rykiem na mnie Z całym impetem przypieprzył w kamienną maszkarę, na której siedziałam i sięgnął po mnie zbrojonymi w szpony łapami. Kontakt z wodą jedna podziałał na niego nie najlepiej. Coś mu się zgasło. Jakimś cudem wymsknęłam się z objęć potwora i wbiłam mu nóż w nasadę czaszki.
- Zdychaj, że wreszcie! - warknęłam i wyszarpnęłam z pochwy przy bucie kolejne ostrze, które po rękojeść zatopiłam w czaszce maszkary.
Ostatkiem sił siepacz rzucił się i zdzielił mnie łapskiem. Upadłam z hukiem na ziemię, obijając się porządnie. Migiem wstałam, wiąż czujne. Siepacz jednak zdechł wijąc się i wkrótce jego cielsko rozsypało się, a zawodząca czarna smuga wróciła do piekła gdzie było jej miejsce.
Usłyszałam czyjeś głosy ludzkie. To Will i Red wypruli z budynku. Wyglądali ciut lepiej niż ja zapewne... No tak to jest jak się ma kurwa tarcze, która chroni twój tyłek przed magią tych poczwar.
- Wisisz mi komplet noży i to nie ma być jakiś badziew - rzuciłam do Will'a i usiadłam ciężko na ziemi. Musiałam odsapnąć.
Red podbiegł do mnie i pomógł mi wstać.
- Jeszcze jeden nóż mi został - burknęłam kiedy podtrzymał mnie.
- A mówisz mi to, bo...? - spojrzała na mnie.
- Na wypadek, gdyby przez myśl ci przeszło położyć mi łapę na tyłku.
Zaśmiał się na to tylko ja też parsknęłam śmiechem. Lubiłam chłopaka bardzo, chociaż... no cóż nie kręcił mnie w ten sposób, w jaki chciał.
Will za to spoglądał na nas jakoś... dziwnie.
<Will?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz