Od razu ruszyłem do siedziby. Na pewno nie wyglądałem za ciekawie z podartą koszulą i włosami które starczały na wszystkie strony... No ale cóż. Złapałem taksówkę i od razu zapłaciłem kierowcy, żeby złamał trochę przepisów. Jeśli Kiwi nie złapie, będzie zadawać pytania... a jakoś nie chciałem opowiadać jej o wczorajszym wieczorze. Chyba oboje z Kajrą sądziliśmy, że powinno to zostać między nami. Ciekawe jak teraz będą wyglądać nasze relacje? Znowu będziemy na siebie warczeć, a może się ignorować... a może... Cholera miałem nadzieje, że po jednym razie mi przejdzie, ale zdawało się, że byłem jeszcze bardziej napalony niż wcześniej! Po paru minutach taksówka zatrzymała się, a ja wyleciałem z auta jak poparzony. O dziwo udało mi się być w swoim pokoju przed Kiwi. Ledwie zdążyłem się przebrać w czyste ciuchy, a usłyszałem alarm. Demony znowu przedarły się przez zasłonę światów. Cholera! Wybiegłem z pokoju i popędziłem korytarzem do bloku głównego. Kiedy Red mnie zobaczył od razu do mnie podszedł.
- Gdzieś ty był? - zapytał szeptem. - Wszędzie cię szukaliśmy... Jesteś mi winien kolejną przysługę za powstrzymywanie Kiwi. - powiedział, ale widać było, że tym razem jakoś mu to nie przeszkadzało. Raczej do niczego między nimi nie doszło, ale wszystko jest możliwe...
- Eee... Spałem?
- Gdzie spałeś? Nie było cię w pokoju. - zrobiłem niemrawy grymas, który od razu mnie zdradził. Kto jak kto, ale Red potrafił mnie przejrzeć.
- Byłeś i jakieś panienki, prawda!? - krzyknął o wiele za głośno.
- Zamknij się! Tak byłem, ale nie rozmawiajmy o tym. Nigdy. - spojrzałem na niego poważnie.
- Okey... jak sobie jaśnie anioł życzy. - ukłonił się nisko i posłał mi zawadiacki uśmiech.
- Widzę, że humorek ci wrócił... potem pogadamy o Kiwi. Teraz raczej nie ma na to czasu. - powiedziałem i wszedłem na niewielką scenę, gdzie zawsze stałem. Z prawej strony od razu podjechała do mnie Alaris. Jeździła na wózku inwalidzkim od 5 lat i od tego też czasu zajmowała się namierzaniem demony i lokalizowaniem wyrw w zasłonie. Wcześniej była jedną z najlepszych, ale niestety wypadki chodzą po ludziach...
- Niedaleko starej biblioteki zaczęła grasować spora grupka siepaczy. Uważam, że powinniśmy wysłać dwóch, góra trzech najlepszych łowców... wiem z doświadczenia, że im więcej tym gorzej. - powiedziała podając mi plik jakiś kartek z dokładnymi informacjami.
- Rozumiem. W takim razie poślij po Kajrę.
- Już się robi. - dziewczyna odjechała szybko i zniknęła gdzieś za tłumem łowców. Spojrzałem na wszystkich.
- Mamy mały problem, ale nie jest to nic czego nie można szybko naprawić. Jadą trzy osoby: Ja, Red i Kajra, reszcie dziękuje serdecznie. Możecie zająć się obchodami, lub innymi zajęciami, według swojego planu. - Powiedziałem głośno do wszystkich i zszedłem za sceny. Jak zwykle usłyszałem pomruki niezadowolenia, ale byłem już zbyt do tego przyzwyczajony by się przejmować. Od razu podszedłem do Red'a, który już palił się do roboty.
- Za 5 minut przy jednośladach. Nie spóźnij się! - krzyknąłem i pobiegłem zebrać potrzebne rzeczy.
Siedziałem już na swoim motorze i czekałem na tego idiotę, który znowu się spóźniał. Kiedy wparował do podziemi, był dziwnie zadowolony, ale nie chciałem pytać o co chodzi.
- Ruszaj dupę tłumoku, nie ma na czekać! - ruszyliśmy od razu. Wziąłem też broń dla Kajry... tak na wszelki wypadek jakby nie miała nic w domu.
<Kajra? Spotkajmy się na miejscu, okey? xD>
- Gdzieś ty był? - zapytał szeptem. - Wszędzie cię szukaliśmy... Jesteś mi winien kolejną przysługę za powstrzymywanie Kiwi. - powiedział, ale widać było, że tym razem jakoś mu to nie przeszkadzało. Raczej do niczego między nimi nie doszło, ale wszystko jest możliwe...
- Eee... Spałem?
- Gdzie spałeś? Nie było cię w pokoju. - zrobiłem niemrawy grymas, który od razu mnie zdradził. Kto jak kto, ale Red potrafił mnie przejrzeć.
- Byłeś i jakieś panienki, prawda!? - krzyknął o wiele za głośno.
- Zamknij się! Tak byłem, ale nie rozmawiajmy o tym. Nigdy. - spojrzałem na niego poważnie.
- Okey... jak sobie jaśnie anioł życzy. - ukłonił się nisko i posłał mi zawadiacki uśmiech.
- Widzę, że humorek ci wrócił... potem pogadamy o Kiwi. Teraz raczej nie ma na to czasu. - powiedziałem i wszedłem na niewielką scenę, gdzie zawsze stałem. Z prawej strony od razu podjechała do mnie Alaris. Jeździła na wózku inwalidzkim od 5 lat i od tego też czasu zajmowała się namierzaniem demony i lokalizowaniem wyrw w zasłonie. Wcześniej była jedną z najlepszych, ale niestety wypadki chodzą po ludziach...
- Niedaleko starej biblioteki zaczęła grasować spora grupka siepaczy. Uważam, że powinniśmy wysłać dwóch, góra trzech najlepszych łowców... wiem z doświadczenia, że im więcej tym gorzej. - powiedziała podając mi plik jakiś kartek z dokładnymi informacjami.
- Rozumiem. W takim razie poślij po Kajrę.
- Już się robi. - dziewczyna odjechała szybko i zniknęła gdzieś za tłumem łowców. Spojrzałem na wszystkich.
- Mamy mały problem, ale nie jest to nic czego nie można szybko naprawić. Jadą trzy osoby: Ja, Red i Kajra, reszcie dziękuje serdecznie. Możecie zająć się obchodami, lub innymi zajęciami, według swojego planu. - Powiedziałem głośno do wszystkich i zszedłem za sceny. Jak zwykle usłyszałem pomruki niezadowolenia, ale byłem już zbyt do tego przyzwyczajony by się przejmować. Od razu podszedłem do Red'a, który już palił się do roboty.
- Za 5 minut przy jednośladach. Nie spóźnij się! - krzyknąłem i pobiegłem zebrać potrzebne rzeczy.
Siedziałem już na swoim motorze i czekałem na tego idiotę, który znowu się spóźniał. Kiedy wparował do podziemi, był dziwnie zadowolony, ale nie chciałem pytać o co chodzi.
- Ruszaj dupę tłumoku, nie ma na czekać! - ruszyliśmy od razu. Wziąłem też broń dla Kajry... tak na wszelki wypadek jakby nie miała nic w domu.
<Kajra? Spotkajmy się na miejscu, okey? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz