sobota, 20 grudnia 2014

Will - Najebany i... porwany?

Spróbowałem się uśmiechnąć, ale poczułem ból po uderzeniu Kajry. Podszedłem do niej kilka kroków, ale kiedy wyciągnęła rękę w moją stronę, zatrzymałem się. Nie chciałem żeby znów uciekła. Wciągnąłem głęboko powietrze i zacząłem mówić. Na początku było mi ciężko nawet poprawnie się wysłowić, ale jak zacząłem to było coraz lepiej. Oczywiście nie powiedziałem jej nic co mogłoby usprawiedliwiać moje poczynania, chciałem tylko dać jej do zrozumienia, że nie jest mi obojętna, ale...
- Kajra to wszystko był błędem. I nie mówię o Kiwi, bo to zupełnie inna sprawa. Chodzi mi o nas. To po prostu jedna wielka pomyłka i nawet jeśli chciałbym, żeby było inaczej... to nie może być. Myślę, że powinniśmy czuć do siebie niechęć i nic więcej. Inne uczucia tylko komplikują sprawy i szczerze mówiąc już i tak nasze życie jest wystarczająco skomplikowane. - powiedziałem starając się by głos mi się nie łamał. Chciałem powiedzieć coś zupełnie odwrotnego, ale nie mogłem. Po prostu to było zbyt wiele i dla mnie, i dla niej. Spojrzałem na nią. Opierała się o samochód i nie patrzyła na mnie. Głowę miała odwróconą na bok i patrzyła wgłąb tunelu ciągnącego się na powierzchnie. Wydawało mi się jakby była smutna i miałem małą nadzieję, że to przez to co powiedziałem. Może jednak nie byłem jej tak obojętny? Wbrew swojej woli podszedłem do niej i wyciągnąłem rękę by dotknąć jej policzka. Dziewczyna w ciągu jednej chwili odepchnęła moją rękę i nawet na mnie nie patrząc wsiadła do samochodu. Trzasnęła drzwiami i po chwili odjechała z zawrotną szybkością. Stałem jak wryty przez ponad dziesięć minut i nie byłem w stanie się ruszyć. Czy znowu zrobiłem coś źle? Naprawdę jestem tak popierdolony, że wszystko tak po prostu zjebałem? Ale zaraz... Przecież właśnie tego chciałem. Powiedziałem, że chce by było jak wcześniej. Kurwa. Dlaczego to zrobiłem!? Tak będzie lepiej, ale nie chce tego! Poczułem pojedynczą łzę spływającą po moim policzku. Wrzasnąłem z frustracji, a mój głos rozniósł się echem po tunelu. Wbiegłem do siedziby i popędziłem korytarzem do swojego gabinetu. Miałem zamiar zamknąć się w nim i zapomnieć upajając się dużą dawką alkoholu. Niestety miałem gościa. Jak tylko otworzyłem drzwi Red zaczął gadać jak to zabił dzisiaj jakiegoś siepacza. Spojrzałem na niego wściekle. Nie potrafiłem inaczej. Po prostu byłem wkurwiony na siebie.
- Red. Wyjdź. - powiedziałem krótko i cicho, czekając cierpliwie, aż ruszy dupę i wyjdzie. Oczywiście mruczał coś do siebie, ale go nie słuchałem. Kiedy już wyszedł zamknąłem drzwi, żeby nikt mi przypadkiem nie przeszkadzał. Westchnąłem ciężko i powolnym krokiem podszedłem do barku, który ostatnimi czasy wypełniłem po brzegi. Chwyciłem butelkę whisky. Kiedy trunek spłynął do mojego gardła, od razu poczułem się lepiej. Ta kobieta była taka irytująca... Po prostu uciekła, nawet mi nie odpowiadając. Mam to przyjąć za odmowę? Zgodę? Ma być tak jak kiedyś czy chce czegoś więcej? Jęknąłem, próbując odpędzić swoje myśli od Kajry i ponownie łyknąłem whisky.
Leżałem spokojnie na łóżku, patrząc się w sufit. W głowie lekko mi się kręciło, ale przynajmniej moje myśli były przytłumione. Nie wiedziałem która jest godzina, ani ile czasu już tak leże nic nie robiąc. Biorąc pod uwagę ciemność, która mnie otaczała, zgadywałem, że była noc, ale nie miałem pojęcia, jak długo jeszcze będę czekać do wschodu słońca. Zamknąłem na chwilę oczy, a przynajmniej wydawało mi się, że na chwilę, bo jak je otworzyłem nade mną stały 4 kobiety. Poznawałem ich twarze, ale byłem zbyt przytłumiony alkoholem by skojarzyć coś więcej. Kobiety spojrzały na mnie i jak gdyby nigdy nic zaczęły mnie podnosić z łóżka. Kiedy już stanąłem na podłodze,  jedna z nich złapała mnie mocno za nadgarstki, a druga przyłożyła mi coś twardego do dolnej części pleców. Usłyszałem dźwięk odbezpieczania pistoletu i już wiedziałem co się dzieję. Jednak zanim zdążyłem zareagować, kobieta która jeszcze przed chwilą wypatrywała czy ktoś jest na korytarzu, podeszła do mnie i wbiła mi igłę przedramię. Szybko i sprawnie wycisnęła jej zawartość i niebieskawy płyn znalazł się w moim krwiobiegu.
- To sprawi, że chętniej będziesz z nami współpracował. - powiedziała ta, która trzymała broń. - A teraz rób co ci karze, albo będę musiała nacisnąć na spust. - przycisnęła mocniej spluwę, dając do zrozumienia, że się nie zawaha.  Westchnąłem cicho i zamachnąłem się, żeby wyrwać ręce z uścisku. Dopiero po chwili poczułem chłód przenikający przez moje kości. Prawie nie mogłem się ruszać... to pewnie sprawka, tej jebanej substancji, którą mam w żyłach. Jęknąłem wbrew sobie a wszystkie cztery zachichotały, dokładnie tak samo. I nagle dosłownie wszystko stało się jasne. Każda z nich była opętana. Pasożyty nie używały magii, bo albo nie chciały zwrócić na siebie uwagi, albo nie potrafiły jeszcze się kontrolować. Świeżasy były dość łatwe do wypędzenia, o ile tylko nie używały lekkomyślnie swoich mocy. Gdybym tylko mógł się normalnie poruszać...
- A teraz idziemy do wyjścia. Nie próbuj niczego i grzecznie się uśmiechaj do wszystkich, jakby nic się nie działo.
Wyszliśmy z pokoju, który jeden z pasożytów od razu zamknął na klucz... Wolałem nie pytać jak dostały się do środka. Będę musiał pozmieniać zamki jak już wrócę. O ile wrócę. Zostałem wyprowadzony z Hunters. Robiłem co mi kazały i uśmiechałem się do wszystkich jakby nigdy nic. Mogłem tak naprawdę tylko chodzić, gwałtowne ruchy sprawiały mi ból. Nadal byłem trochę wstawiony, co też nie działało na moją korzyść. Na zewnątrz stała niewielka ciężarówka. Zostałem wepchnięty do przestronnego bagażnika, a po chwili poczułem jak samochód rusza.
- Lepiej się nie ruszaj. - usłyszałem i zdałem sobie sprawę, że nie jestem w środku sam. Obok mnie pojawił się pasożyt, ale inny od tych które mnie tam wsadziły. Ten był zdecydowanie doświadczony a do tego... ciało było martwe. Do tego znałem tę kobietę i wiedziałem, że miała nam pomagać... z tego co pamiętałam chyba Kajra ją do nas zwerbowała. Nie mogłem sobie przypomnieć imienia... No tak! Morrigan...

<Kajra? Uratujesz mnie Skarbie? xD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz