Jest ciemno. Naprawdę ciemno. Otacza mnie bezlitosna czerń, przeszywająca chłodem moje ciało. Czuje okropny ból. Nie potrafię go zlokalizować, mogę go tylko czuć... I nagle wszystko znika. Ciemność rozrzedza się, gdy otwieram powoli oczy. Ból nie znika, ale przynajmniej wiem, skąd pochodzi. Ona leży na moim ramieniu, spokojnie śpiąc. Odwracam głowę w jej stronę i patrze na jej piękną twarz. Jej noga znajduje się pomiędzy moimi, napierając kolanem na mojego członka. Rękę ma zarzuconą na moja klatkę piersiową. Nie mogę się ruszyć, bo nie chcę jej obudzić. Zamykam więc oczy i próbuję nie myśleć o tym jak bardzo jest mi niewygodnie i zneutralizować ból w ramieniu. Zasypiam i znów znajduje się w tej bezkresnej ciemności.
Otworzył szeroko oczy i zaczął się automatycznie rozglądać.
"A więc to był tylko sen?" - pomyślał i westchnął zawiedziony. Oparł głowę o poduszkę i wypuścił głośno powietrze z płuc. Dopiero po chwili zorientował się, gdzie się znajduje. Pikające urządzenia do których był wręcz przykuty piszczały głośno w rytm uderzeń jego serca. Nie wiedział co się stało, że był w takim stanie i takim miejscu, ale wiedział, że musi się dowiedzieć. Nagle drzwi do sali otworzyły się i powolnym krokiem weszła do niej pielęgniarka. Spojrzała na Will'a z beznamiętnym wyrazem twarzy i podeszła do piszczącej aparatury, zapisując coś w małym notatniku. Potem podeszła do nóg łóżka i wzięła kartę pacjenta, kartkując ją szybko w poszukiwaniu danych.
- Przepraszam? Co mi się stało? - spytał mężczyzna, prostując się i siadając na łóżku. Nie czuł, żeby go coś bolało i nie miał też żadnych opatrunków, więc nie rozumiał jak się znalazł w szpitalu. Kobieta podniosła nieznacznie wzrok do góry jakby w zamyśleniu i przegryzła wargę. Wydawało mu się w pierwszej chwili, że patrzy na niego, jednak mylił się. Pielęgniarka nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. W końcu odłożyła kartę, znów zapisując coś w notatniku i wyszła nawet na niego nie patrząc.
- Dziękuje! - warknął w złości za kobietą.
Wyrwał z ręki wenflon i inne rzeczy, które uniemożliwiały mu poruszanie się i wstał z łóżka. Nawet nie zauważył, że urządzenie sprawdzające pracę jego serca nie przestało pikać. Podszedł do drzwi i wyjrzał na zewnątrz. Na korytarzu nie było nikogo, więc mógł spokojnie wyjść z pokoju. Powoli ruszył w kierunku wyjścia z części szpitalnej siedziby. Kiedy wszedł do siedziby głównej, zobaczył istny chaos. Łowcy biegali po korytarzach, krzycząc do siebie co chwila jakieś informacje i starając się ogarnąć wszystko naraz. Will domyślił się, że starali się przejąc jego obowiązki, ale nie rozumiał dlaczego. Przecież nie było go góra parę dni, a przez tak krótki czas, nie powinno być, aż tak źle. Wiedział, że miał dużo obowiązków, ale żeby inni nie mogli sobie z tym poradzić? Nagle zobaczył Reda zmierzającego w jego stronę. Mężczyzna zatrzymał jednego z łowców.
- Widziałeś Kajrę? - zapytał, a tamten wskazał mu drzwi prowadzące do szpitala. Dokładnie przed nimi stał Will. Był przygotowany na zaskoczone spojrzenie i uśmiech przyjaciela, że Will w końcu wrócił, ale nic podobnego się nie stało. Red skinął głową do łowcy i ruszył dalej, prosto na Hunter'a.
- Red? - zaczął Will, ale po chwili zamarł. Jego przyjaciel nie widział go... Mało tego! Przeszedł przez niego jak przez powietrze! Zupełnie jakby był... Mężczyzna zerwał się nagle i wbiegł z powrotem do szpitala. Pędził biegiem, wymijając przy tym Red'a. Kiedy stanął przed drzwiami, którymi jakiś czas temu wyszedł, odetchnął. Nie chciał się dowiedzieć, czy to jest prawda, czy może po prostu jakiś głupi sen. Wypuścił głośno powietrze i otworzył drzwi, wchodząc do środka. To co zobaczył, mogło znaczyć tylko jedno. On leżał na łóżku i widać było, że był w ciężkim stanie, a ona siedziała obok przyglądając mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Kajra... - szepnął tylko i podszedł do kobiety. Nie mógł jej nawet dotknąć, bo wiedział, że ona go nie poczuje. Usiadł na łóżku obok swojego zmaltretowanego ciała i nie mógł uwierzyć w to co widział. Kajra nie tyle co była smutna, czy zrozpaczona... Była po prostu zmęczona i można by nawet powiedzieć, że wkurzona.
- Tu jesteś. - usłyszał głos Red'a w drzwiach i podążył za wzrokiem dziewczyny. Ona spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko grymas.
- Potrzebowałam chwili... - powiedziała tylko nie dokańczając zdania.
- Kajra to już półtora miesiąca. Wszyscy musimy się pogodzić z tym, że może się już nigdy nie obudzić. - powiedział Rai i podszedł do niej trochę. Zatrzymał się jednak gwałtownie w chwili gdy Kajra wstała i ze złością w oczach spojrzała na niego. Potem nic nie mówiąc wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami. Wcześniejszą Kajra na pewno by się odgryzła. Powiedziałaby coś, a nie uciekała. Will dopiero po chwili zdał sobie sprawę ze słów Rai'a. Ponad miesiąc!? Leżał w szpitalu, aż tak długo!? Hunter chciał ruszyć śladem Kajry, żeby dowiedzieć się czegoś więcej, ale nie mógł się ruszyć. Powoli zaczął ponownie tonąć w ciemność i pogrążać się w głębokim śnie.
Wstałem i przeciągnąłem się, rozciągając obolałe mięśnie. Poczułem przyjemny zapach w kuchni i od razu ruszyłem do tego miejsca, po drodze wkładając znalezione na podłodze spodnie. Kajra stała przy kuchence i mieszała jajka na patelni. Uśmiechnąłem się na ten widok jednocześnie rozczulony i zaskoczony. Kobieta miała na sobie moją koszulę, która kusząco spadała jej z jednego ramienia, pokazując bladą skórę. Byłem pewny, że nie miała na sobei nic więcej. Nawet majtek. Podszedłem do kobiety i objąłem ją w pasie, przyciągając do siebie.
- Dzień Dobry. - szepnąłem, a ona odwróciła głowę w moją stronę i pocałowała mnie czule. Nie czułem się z tym dziwnie... wręcz przeciwnie, czułem jakby wszystko było w jak najlepszym porządku. Jednak wiedziałem, że coś jest nie tak.
- Obudziłam cię? - spytała moja ukochana, a ja zaprzeczyłem ruchem głowy.
- Jestem głodny... - jęknąłem błądząc rękami po płaskim brzuchu Kajry. Lekko ucałowałem jej odkryte ramię i delikatnie ocierałem się o nie nosem.
- Zaraz będzie gotowe. Jakbyś mi nie przeszkadzał, to poszłoby o wiele szybciej...
- Nie jedzenie miałem na myśli. - szepnąłem jej do ucha i gwałtownie odwróciłem w swoją stronę, jednocześnie zagłuszając jęk protestu pocałunkiem. Moje ręce błyskawicznie znalazły się na jej pośladkach, przysuwając jej piękne ciało do mojej rosnącej erekcji.
- Spalę jajecznice... - chciała protestować, ale i tak odwzajemniła pocałunek. Po chwili nie miała już siły na dalsze dyskusje i wolną ręką, zakręciła kurek gazu. Podniosłem kobietę do góry, pozwalając jej, by owinęła moje biodra nogami. Miałem rację... nie miała majtek. Szybko poczułem przez materiał spodni jak mokra już zdążyła się zrobić. Posadziłem ją na niskim marmurowym blacie, nie przerywając pocałunku. Nie mogąc dłużej czekać rozerwałem materiał zakrywającej jej ciało koszuli i odrzuciłem na podłogę. Kajra zaczęła rozpinać moje spodnie, a ja w tym czasie pieściłem jej twarde i nabrzmiałe sutki. Kiedy już wydostała mojego członka z opinających go jeansów, od razu nakierowała go na swoje mokre i gorące wnętrze. Bez chwili zastanowienia wszedłem w nią gwałtownie, aż do samego końca, co wywołało wspaniały jęk rozkoszy. Zacząłem się poruszać, nadal pieszcząc piersi Kajry. Czułem się wspaniale, ale po chwili wszystko zaczęło się rozmazywać, a uczucie pożądania i rozkoszy ulatniało się. I znowu tylko ciemność.
Obudził się równie gwałtownie, co za poprzednim razem. Leżał w tym samym miejscu, ale teraz już wiedział, że to nie jego ciało się wybudziło. Westchnął na wspomnienie snu w towarzystwie Kajry i usiadł na brzegu łóżka. Jak długo to jeszcze potrwa? Budził się jako jakiś duch samego siebie, a potem znikał do krainy snów, gdzie wszystko było idealne. Ostatnim razem jak się obudził, leżał w szpitalu już od 3 miesięcy. Nikt nie widział żadnej poprawy i każdy tracił nadzieję. Oprócz jednej osoby - Kajry. Ona cały czas wierzyła, że się wybudzi i to go cieszyło. Nie wiedział jednak jak długo jej opór wystarczy, zanim odłączą go od aparatury i pozwolą umrzeć. To prawda był istnym warzywem, ale niektórzy se śpiączki budzili się po wielu latach... Tak tylko, że to byli zwykli ludzie. Potomka anioła można już po 3 miesiącach zabić bez wyrzutów sumienia, bo przecież jakby mógł to już dawno by się obudził. Will starał się jak mógł, ale nie wiedział jak wrócić do swojego ciała i powrócić do życia. Próbował wszystkiego, ale na marne. Kto wie, może będzie tak "żył" do końca, albo przez następne parę lat. Patrząc jak wszyscy układają sobie życie bez niego i powoli o nim zapominają... Mimo wszystko nadal miał nadzieję.
<Kajra?>
Wyrwał z ręki wenflon i inne rzeczy, które uniemożliwiały mu poruszanie się i wstał z łóżka. Nawet nie zauważył, że urządzenie sprawdzające pracę jego serca nie przestało pikać. Podszedł do drzwi i wyjrzał na zewnątrz. Na korytarzu nie było nikogo, więc mógł spokojnie wyjść z pokoju. Powoli ruszył w kierunku wyjścia z części szpitalnej siedziby. Kiedy wszedł do siedziby głównej, zobaczył istny chaos. Łowcy biegali po korytarzach, krzycząc do siebie co chwila jakieś informacje i starając się ogarnąć wszystko naraz. Will domyślił się, że starali się przejąc jego obowiązki, ale nie rozumiał dlaczego. Przecież nie było go góra parę dni, a przez tak krótki czas, nie powinno być, aż tak źle. Wiedział, że miał dużo obowiązków, ale żeby inni nie mogli sobie z tym poradzić? Nagle zobaczył Reda zmierzającego w jego stronę. Mężczyzna zatrzymał jednego z łowców.
- Widziałeś Kajrę? - zapytał, a tamten wskazał mu drzwi prowadzące do szpitala. Dokładnie przed nimi stał Will. Był przygotowany na zaskoczone spojrzenie i uśmiech przyjaciela, że Will w końcu wrócił, ale nic podobnego się nie stało. Red skinął głową do łowcy i ruszył dalej, prosto na Hunter'a.
- Red? - zaczął Will, ale po chwili zamarł. Jego przyjaciel nie widział go... Mało tego! Przeszedł przez niego jak przez powietrze! Zupełnie jakby był... Mężczyzna zerwał się nagle i wbiegł z powrotem do szpitala. Pędził biegiem, wymijając przy tym Red'a. Kiedy stanął przed drzwiami, którymi jakiś czas temu wyszedł, odetchnął. Nie chciał się dowiedzieć, czy to jest prawda, czy może po prostu jakiś głupi sen. Wypuścił głośno powietrze i otworzył drzwi, wchodząc do środka. To co zobaczył, mogło znaczyć tylko jedno. On leżał na łóżku i widać było, że był w ciężkim stanie, a ona siedziała obok przyglądając mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Kajra... - szepnął tylko i podszedł do kobiety. Nie mógł jej nawet dotknąć, bo wiedział, że ona go nie poczuje. Usiadł na łóżku obok swojego zmaltretowanego ciała i nie mógł uwierzyć w to co widział. Kajra nie tyle co była smutna, czy zrozpaczona... Była po prostu zmęczona i można by nawet powiedzieć, że wkurzona.
- Tu jesteś. - usłyszał głos Red'a w drzwiach i podążył za wzrokiem dziewczyny. Ona spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko grymas.
- Potrzebowałam chwili... - powiedziała tylko nie dokańczając zdania.
- Kajra to już półtora miesiąca. Wszyscy musimy się pogodzić z tym, że może się już nigdy nie obudzić. - powiedział Rai i podszedł do niej trochę. Zatrzymał się jednak gwałtownie w chwili gdy Kajra wstała i ze złością w oczach spojrzała na niego. Potem nic nie mówiąc wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami. Wcześniejszą Kajra na pewno by się odgryzła. Powiedziałaby coś, a nie uciekała. Will dopiero po chwili zdał sobie sprawę ze słów Rai'a. Ponad miesiąc!? Leżał w szpitalu, aż tak długo!? Hunter chciał ruszyć śladem Kajry, żeby dowiedzieć się czegoś więcej, ale nie mógł się ruszyć. Powoli zaczął ponownie tonąć w ciemność i pogrążać się w głębokim śnie.
Wstałem i przeciągnąłem się, rozciągając obolałe mięśnie. Poczułem przyjemny zapach w kuchni i od razu ruszyłem do tego miejsca, po drodze wkładając znalezione na podłodze spodnie. Kajra stała przy kuchence i mieszała jajka na patelni. Uśmiechnąłem się na ten widok jednocześnie rozczulony i zaskoczony. Kobieta miała na sobie moją koszulę, która kusząco spadała jej z jednego ramienia, pokazując bladą skórę. Byłem pewny, że nie miała na sobei nic więcej. Nawet majtek. Podszedłem do kobiety i objąłem ją w pasie, przyciągając do siebie.
- Dzień Dobry. - szepnąłem, a ona odwróciła głowę w moją stronę i pocałowała mnie czule. Nie czułem się z tym dziwnie... wręcz przeciwnie, czułem jakby wszystko było w jak najlepszym porządku. Jednak wiedziałem, że coś jest nie tak.
- Obudziłam cię? - spytała moja ukochana, a ja zaprzeczyłem ruchem głowy.
- Jestem głodny... - jęknąłem błądząc rękami po płaskim brzuchu Kajry. Lekko ucałowałem jej odkryte ramię i delikatnie ocierałem się o nie nosem.
- Zaraz będzie gotowe. Jakbyś mi nie przeszkadzał, to poszłoby o wiele szybciej...
- Nie jedzenie miałem na myśli. - szepnąłem jej do ucha i gwałtownie odwróciłem w swoją stronę, jednocześnie zagłuszając jęk protestu pocałunkiem. Moje ręce błyskawicznie znalazły się na jej pośladkach, przysuwając jej piękne ciało do mojej rosnącej erekcji.
- Spalę jajecznice... - chciała protestować, ale i tak odwzajemniła pocałunek. Po chwili nie miała już siły na dalsze dyskusje i wolną ręką, zakręciła kurek gazu. Podniosłem kobietę do góry, pozwalając jej, by owinęła moje biodra nogami. Miałem rację... nie miała majtek. Szybko poczułem przez materiał spodni jak mokra już zdążyła się zrobić. Posadziłem ją na niskim marmurowym blacie, nie przerywając pocałunku. Nie mogąc dłużej czekać rozerwałem materiał zakrywającej jej ciało koszuli i odrzuciłem na podłogę. Kajra zaczęła rozpinać moje spodnie, a ja w tym czasie pieściłem jej twarde i nabrzmiałe sutki. Kiedy już wydostała mojego członka z opinających go jeansów, od razu nakierowała go na swoje mokre i gorące wnętrze. Bez chwili zastanowienia wszedłem w nią gwałtownie, aż do samego końca, co wywołało wspaniały jęk rozkoszy. Zacząłem się poruszać, nadal pieszcząc piersi Kajry. Czułem się wspaniale, ale po chwili wszystko zaczęło się rozmazywać, a uczucie pożądania i rozkoszy ulatniało się. I znowu tylko ciemność.
Obudził się równie gwałtownie, co za poprzednim razem. Leżał w tym samym miejscu, ale teraz już wiedział, że to nie jego ciało się wybudziło. Westchnął na wspomnienie snu w towarzystwie Kajry i usiadł na brzegu łóżka. Jak długo to jeszcze potrwa? Budził się jako jakiś duch samego siebie, a potem znikał do krainy snów, gdzie wszystko było idealne. Ostatnim razem jak się obudził, leżał w szpitalu już od 3 miesięcy. Nikt nie widział żadnej poprawy i każdy tracił nadzieję. Oprócz jednej osoby - Kajry. Ona cały czas wierzyła, że się wybudzi i to go cieszyło. Nie wiedział jednak jak długo jej opór wystarczy, zanim odłączą go od aparatury i pozwolą umrzeć. To prawda był istnym warzywem, ale niektórzy se śpiączki budzili się po wielu latach... Tak tylko, że to byli zwykli ludzie. Potomka anioła można już po 3 miesiącach zabić bez wyrzutów sumienia, bo przecież jakby mógł to już dawno by się obudził. Will starał się jak mógł, ale nie wiedział jak wrócić do swojego ciała i powrócić do życia. Próbował wszystkiego, ale na marne. Kto wie, może będzie tak "żył" do końca, albo przez następne parę lat. Patrząc jak wszyscy układają sobie życie bez niego i powoli o nim zapominają... Mimo wszystko nadal miał nadzieję.
<Kajra?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz