Stanąłem przy barierce, patrząc na rozpościerający się przede mną obraz miasta. Na dłoniach coraz bardziej było widać fioletowo-niebieskie żyły od zbyt silnego ściskania barierki. Nie rozumiałem jej. Gdy byłem w śpiączce wręcz błagała żebym wrócił do żywych, a teraz? Odsuwa się ode mnie coraz bardziej i nie pozwala sobie pomóc. Czemu kobiety muszą być tak uparte!? Próbuje być samodzielna i udawać, że nie potrzebuje pomocy, ale na pewno jak jednak będzie jej potrzebować, to poleci do swojego ukochanego i szczerego przyjaciela Paula... coraz bardziej czuje się jakbym walił głową w ścianę. Rozwścieczony i... właściwie zdruzgotany, odepchnąłem od siebie barierkę. Cała konstrukcja zadrżała przy użyciu siły. Czułem się bezsilny. Stało się coś na co nie miałem dużego wpływu, gdyby to zależało ode mnie już pierwszego dnia obudziłbym się ze śpiączki. Tylko że nie byłem w stanie! I teraz za to płace. Nawet jeśli próbuje tylko wszystko rozwiązać, naprawić, poukładać tak, żeby wszystko wróciło do normy, to i tak nie daje żadnego rezultatu.
Wróciłem do swojego biura, które jak się okazuje moje już nie jest, i zadowolony, że Matka się zmyła, zacząłem ogarnianie syfu, który zgromadził się podczas mojej śpiączki. Niech sobie moja rodzicielka rządzi, ale niech nie myśli, że to oznacza moje odejście z Hunters. Będę robił wszystko tak jak dawniej, a jak zacznie mieć pretensje to wszystko jej zostawię... Może wyjadę na wakacje? Jeśli Matka przez jakiś czas zobaczy jak to jest zarządzać tyloma sprawami na raz i dodatkowo chodzić na misję, może jeszcze raz się zastanowi czy chce odebrać mi władze. Spojrzałem z lekkim uśmiechem na zagracone biurko. Część papierów wyglądała na nietkniętą od paru miesięcy, a reszta tak, jakby ktoś szybko próbował naprawić problem, ale jednak zmienił zdanie i rozrzucił tylko wszystko po całym biurku, bo czemu nie...? Usiadłem i zacząłem przekartkowywać wydruki. Chyba nikt nie miał czasu zająć się nawet taką prostą sprawą jaką jest liczenie kasy... Musimy przecież wiedzieć kiedy nasz budżetu zmniejsza się na tyle, że przydałoby się go powiększyć. Nie mamy niesamowicie dużo kasy, która nigdy się nie kończy, no i to co chyba najgorsze, nie zarabiamy. Posiadamy sponsorów, którzy mniej lub bardziej wiedzą na co dają kasę, a dzięki mojemu ojcu mamy kilku multimiliarderów, którzy zawsze są chętni nam pomóc. Niestety problemy finansowe, są najmniejszym zmartwieniem... Red mi co prawda opowiadał, że demony się bardzo rozochociły, ale nie miałem pojęcia, że aż tak. Zaczynało powoli brakować nam ludzi, nie mówiąc już o aniołach. Gdybyśmy tylko mieli w swoich szeregach więcej skrzydlatych, wszystko byłoby prostsze i bezpieczniejsze. Gdyby tak na każdą przynajmniej trzyosobową grupę, wychodził jeden anioł z tarczą... Tylko skąd ja do cholery miałbym wytrzasnąć tyle aniołów!? I jak ich znaleźć? Zdaje sobie sprawę, z tego że na świecie jest ich na pewno wiele, bo po opowieściach mojego ojca, a wcześniej dziadka, bardzo dobrze wiem o "grzeczności" moich krewniaków. Trochę za bardzo upodobali sobie świntuszenie z kobietami, które nie miały pojęcia, z kim tak naprawdę mają do czynienia. Efekty widziały potem na swoich cudownych dzieciach, które od najmniejszych lat mogły zachowywać się dziwnie. Z tego co wiem, nawet teraz zdarzały się anioły, które schodzą na ziemie i zapładniają śmiertelniczki. Oczywiście jak już ma to miejsce, to bardzo rzadko, ale nie wykluczone, że gdzieś po ziemi chodzi syn stu - procentowego anioła. Znalezienie ich nie będzie na pewno łatwe, ale nie zaszkodzi spróbować... Jako skrzydlaty potrafię wyczuć swoich krewnych z pewnej odległości. To takie jakby... przyciąganie. W ten właśnie sposób namierzyłem Red'a, tylko że wtedy jeszcze nie wiedziałem, że coś takiego potrafię. Rai twierdzi, że nie potrafi wyczuwać innych, ale może jakby go trochę poinstruować, to by się nauczył i mi pomógł... Poza tym ten aspekt także pomógłby nam w obecnej sytuacji. Gdyby każda grupa posiadała w swoich szeregach potomka anioła, mógłbym z łatwością ich namierzyć, jakby coś się stało i straciliby kontakt z siedzibą. Dobra! To jest coś nad czym muszę pomyśleć z Red’em. Teraz zajmę się papierkową robotą, bo inaczej cała siedziba utonie w papierach.
~~~ kilka godzin później ~~~
- Will... Wiiillll... Will! Wstawaj!! - ocknąłem się wystraszony i spod zmrużonych powiek spojrzałem na mojego oprawcę. Rai stał nad biurkiem z założonymi rękami i patrzył na mnie niezadowolony.
- Co jest....? - spytałem trochę niemrawo. Jedną nogą nadal byłem w krainie snów.
- Miałeś się nie przemęczać. Kiwi pozwoliła ci tu wrócić, ale to nie znaczy, że masz grzebać się w papierach przez cały dzień! Wstawaj! I do łóżka! - krzyczał zupełnie jak nie on, od tej strony jeszcze go nie znałem.... a może...
- Red... od kiedy stałeś się taki nadmiernie opiekuńczy? - ziewnąłem przeciągle i podniosłem brwi patrząc na Red’a - Wcześniej puszczałeś drugim uchem wszystko co mówiła Kiwi, a teraz zachowujesz się zupełnie jak ona... - spojrzałem na niego z uśmiechem - Słuchaj, a może wy kręcicie ze sobą!? Wiesz jak to się mówi, z kim przystajesz, takim się stajesz!
- Daj spokój, głupoty gadasz. Idź spać do łóżka, a nie na biurku leżysz. - wywinął się zmieniając temat. Nie za bardzo miałem siłę sprzeczać się z nim, jednak nie zamierzałem o tym zapomnieć. Trzeba będzie im się trochę poprzyglądać...
- Co jest....? - spytałem trochę niemrawo. Jedną nogą nadal byłem w krainie snów.
- Miałeś się nie przemęczać. Kiwi pozwoliła ci tu wrócić, ale to nie znaczy, że masz grzebać się w papierach przez cały dzień! Wstawaj! I do łóżka! - krzyczał zupełnie jak nie on, od tej strony jeszcze go nie znałem.... a może...
- Red... od kiedy stałeś się taki nadmiernie opiekuńczy? - ziewnąłem przeciągle i podniosłem brwi patrząc na Red’a - Wcześniej puszczałeś drugim uchem wszystko co mówiła Kiwi, a teraz zachowujesz się zupełnie jak ona... - spojrzałem na niego z uśmiechem - Słuchaj, a może wy kręcicie ze sobą!? Wiesz jak to się mówi, z kim przystajesz, takim się stajesz!
- Daj spokój, głupoty gadasz. Idź spać do łóżka, a nie na biurku leżysz. - wywinął się zmieniając temat. Nie za bardzo miałem siłę sprzeczać się z nim, jednak nie zamierzałem o tym zapomnieć. Trzeba będzie im się trochę poprzyglądać...
Przeciągnąłem się, obracając tez głowę żeby rozciągnąć trochę szyję i od razu zauważyłem pewną różnicę.
- Rai! Schowały się! Skrzydła zniknęły! - zawołałem zadowolony
- O faktycznie. Dobra dość gadania, odpoczywaj, a ja zajmę się siepaczami i pasożytami. - wyszedł naburmuszony i zamyślony, zostawiając mnie na pastwę własnych myśli. Chyba faktycznie coś się u nich zdarzyło, bo Rai nigdy tak się nie zachowywał. Ostatnio widziałem go tak zamyślonego jak Kiwi powiedziała mu, że go kocha. A skoro znowu zaczął chodzić zamyślony, a do tego jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni, to może coś jest na rzeczy...
Myślenie o tej dwójce uspokajało mnie, bo dzięki temu mniej myślałem o Kajrze i jej przydupasie Paulu. Słuchając rady Reda, wstałem i przewlokłem swoje słabe ciało na kanapę, której często używałem jako łóżka. Trudno mi było ponownie zasnąć, zwłaszcza biorąc pod uwagę gonitwę myśli w mojej głowie. Leżałem więc w półśnie przez kilka godzin, dajac odpocząć ciału. Umysł niestety odpocząć nie dał rady. Już miałem wstawać i wracać do pracy nad papierami, kiedy usłyszałem delikatnie otwierające się drzwi. Zamknąłem spowrotem oczy i wyrównując swój oddech udawałem, że smacznie sobie śpię. Coś mi mówiło, że tym razem nie był to Rai, czułbym jego obecność, a Kiwi nigdy nie siliła się na delikatność, zawsze wchodziła do pokoju hałasując w niebogłosy. Ktoś wszedł do pokoju, po dźwiękach butów na podłodze mogłem określić, że były to dwie osoby, dość lekkie, czyli raczej kobiety. Czyżby znowu pasożyty chciały mnie porwać? Tylko skąd one się tutaj wzięły? Przecież Rai mówił, że zawiesiliśmy współpracę ze demonami.
- Co on tu jeszcze robi? Nie powiedziałaś mu o swojej decyzji? - usłyszałem znienawidzony przez siebie głosik.
- Oczywiście, że powiedziałam! Jest strasznie uparty, po swoim ojcu. Jak myślisz dlaczego nigdy nie byłam w stanie wyrzucić mężowi z głowy tej głupiej organizacji!? - ciekawe, bardzo ciekawe. Usłyszałem jak mamuśka grzebie w papierach, które dopiero co układałem i wypełniałem. - Już od samego początku nie chciałam by się w to pakował. W końcu to moja rodzina założyła Hunters. Ojciec Willa chciał to ukryć, dlatego przejął nazwisko po mnie. Był potomkiem anioła, ale to czysty przypadek. Jego rodzina nigdy nie miała nic wspólnego z organizacją. - kochana mamusia i kochany tatuś... od początku mnie okłamywali, no po prostu żyć nie umierać.
- Może nie gadaj tak o tym wprost, w końcu mój kuzynek może się w każdej chwili wybudzić - przerwała jej Avi.
- Wychowałam go, wiem kiedy śpi. Nie martw się, nic nie usłyszy od zawsze miał sen jak kamień. - westchnęła cicho - cieszę się, że mi pomagasz Avik, bez ciebie nic by mi się nie udało.
- Przynajmniej masz kogoś zaufanego, kto przejmie Hunters bez mrugnięcia okiem. - czekaj, czekaj... jak to przejmie Hunters?!
- Gdybyś nie chciała zająć mojego miejsca to pewnie bym musiała ją zamknąć. Tak nie muszę się o to martwić, w końcu wielu by się sprzeciwiało. - Nie wytrzymałem, musiałem odwrócić się do nich plecami, udając że robię to przez sen. Nie potrafiłem powstrzymać grymasu wściekłości.
- Wybudza się! Znalazłaś to co chciałaś czy nie?
- Mam! Mam! Teraz to już nikt nie będzie mógł podważyć moich słów... dobra idziemy. - Mamusia wyszła z małą jędzą, a ja jeszcze chwile leżałem i próbowałem się uspokoić. Jednak nie za długo było mi dane ukoić nerwy. Po chwili znowu usłyszałem otwierane drzwi i już nie potrafiłem się opanować. Wstałem szybko i rzuciłem się na nowego gościa myśląc, że to Avik albo mamuśka przyszły jeszcze poszperać w papierach. Złapałem kobietę za szyję i wydarłem się piękną wiązanką przekleństw. Nie minęła chwila i leżałem znokautowany na podłodze. Dostałem w twarz i w krocze... no nikt inny nie byłby w stanie mnie tak urządzić.
- Kajra....